Po sukcesie mojego ubiegłorocznego muralu „Siwki” w Chorzeminie, postanowiłem wrócić w rodzinne strony z kolejnym, bardzo osobistym projektem.
Mural w Rudnie (obok Świętna) tworzyłem w okresie od 17 czerwca do 8 lipca br. Jest to projekt w 100% autorski i całkowicie niezależny. Odszedłem na chwilę od dużych zleceń komercyjnych, by stworzyć dzieło płynące prosto z serca i moich osobistych wspomnień.
Mural powstał na ścianie dawnej, kultowej dyskoteki „13” – miejsca, do którego jako mały chłopiec chodziłem na lody, a starsi mieszkańcy na piwo. Sam wychowywałem się u mojej prababci w sąsiedniej wsi Wilcze, więc te okolice to dla mnie kraina dzieciństwa.
Na elewacji dawnej dyskoteki odtworzyłem archiwalne zdjęcie z mojego rodzinnego albumu z lat 90. To mój autoportret z dzieciństwa, gdzie jako mały chłopiec siedzę na kolanach mojej mamy. Kluczem wizualnym tego dzieła jest uchwycenie surowego klimatu dawnej migawki i ostrego błysku flesza, który odbija się od naszych postaci, rzuca mocne światło na starą zastawę stołową i lśni w szklankach. Z niezwykłą pieczołowitością oddałem faktury i zdobienia tradycyjnego obrusu. To intymna opowieść o matczynej opiece, otoczona artefaktami tamtych lat.
Realizacja tego monumentalnego dzieła na kilkunastometrowej ścianie zamieniła się jednak w ekstremalną walkę z żywiołami. Trafiłem na rekordy temperatur w Polsce, sięgające 40 stopni w cieniu, przeplatane gwałtownymi burzami i ulewami. Aby przetrwać i utrzymać jakość technologiczną farb, musiałem wdrożyć morderczy, dwufazowy system pracy. Wstawałem o 4:00 rano, by już o 5:00 być na rusztowaniu i wykorzystać chwilę chłodu. Z kolei w ciągu dnia, w pełnym słońcu, przygotowywałem i mieszałem farby w cieniu, aby w nocy – przy świetle czołówek i reflektorów – nakładać je na ścianę.
Praca nad obiektem zajęła mi ponad dwa tygodnie tej wycieńczającej, całodobowej rutyny. To dla mnie piękna opowieść o powrocie do korzeni, która przy okazji ożywia niszczejący budynek pełen lokalnych wspomnień.



