Tuż za wschodnią granicą

/
6 mins read

W centrum miasteczka Dobromil, położonego na krańcach obecnego państwa ukraińskiego (5 km od granicy z Polską, na poziomie Arłamowa),
w rejonie samborskim, obwodu lwowskiego stoi pomnik – popiersie Adama Mickiewicza. Znajduje się na niewielkim, wyłożonym kamykami, prostokątnym ryneczku, vis a vis ulic Halickiej i Mickiewicza, koło ratusza w stylu renesansu polskiego, który jest niepodważalnym świadectwem wielowiekowej, urbanistycznej tradycji Dobromila. Od nowego przejścia granicznego
w Malhowicach – Niżankowicach prowadzi tutaj od niedawna droga
o europejskim standardzie. Na postumencie wyryto lirę, przez którą przechodzi gałązka oliwna. Widnieje tam teżsłabo czytelny napis w języku polskim:

ADAMOWI MICKIEWICZOWI MIASTO DOBROMIL 1903

Pomnik – popiersie Adama Mickiewicza w Dobromilu

Pomnik – popiersie postawiono w czasach zaboru austriackiego, który istniał od 1772 do 1918 roku, kiedy to Polska odzyskała niepodległość. Zabór zwany był potocznie Galicją. Była ona pod władaniem cesarzy z dynastii Habsburgów. Pod koniec II wojny światowej popiersie zrzucono i zakopano w ziemi. Mykola Lytwyn, mieszkaniec pobliskich Boniowic mówi: Tam kiedyś była mogiła wojskowa trzech żołnierzy, których „odnieśli” na cmentarz. W 1991r. wydobyto popiersie z ziemi i przywrócono mu należną cześć. Pomnik był zaniedbany za czasów sowieckich. Udało się go odnowić po uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę.
Z uwagi na wojnę (kwiecień 2025), ataki dronów i rakiet, m.innymi na obwód lwowski, nie zwiedzaliśmy miasta i okolic chociaż tutaj na szczęście nic się nie działo tylko niepokoiły same alarmy. Kto wie czy nie było tak spokojnie za sprawą dzielnego wojaka Szwejka, którego płaskorzeźba znajduje się przy innej ulicy. Stworzona przez czeskiego pisarza Jaroslava Haska fikcyjna postać skromnego Josefa Svejka z Królewskich Vinohradów – żołnierza Armii Austro – Węgier, symbolizującego antymilitarną i antywojenną postawę, widocznie broni tego miasteczka, czuwa. Stąd żabi skok do Przemyśla, a tam też w 2008 roku „przysiadł sobie” ów bohater na ławeczce. Od 2006 roku w Przemyślu, podobnie jak w Sanoku jest uliczka o nazwie „Zaułek Wojaka Szwejka”.

Ongiś Dobromil był własnością znanego rodu Herburtów. W 1566 roku Zygmunt August, król polski, zezwolił kasztelanowi lwowskiemu Stanisławowi Herburtowi przekształcić wieś Dobromil w miasto, które następnie otrzymało prawo magdeburskie. Historia tego grodu i tych ziem jest bardzo bogata i ciekawa. Warto się nią zainteresować. Wypada też nadmienić, że tu nad rzeką Wyrwą żyli obok siebie Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Jak donosi Nowy Kurier Galicyjski na obrzeżach Dobromila, w Salinie, należącej kiedyś administracyjnie do wsi Lacko ( obecnie Solanuwatka) istniała kopalnia – warzelnia soli. Powietrze tu czyste i świeże jak w sanatorium.

W Dobromilu udaliśmy się do szkoły średniej

Tam była wojenna czastyna, a teper szkoła. – mówi pan Mykola i tłumaczy, że był tam garnizon straży granicznej. Szkoła robi na mnie i na Andrzeju Tywonku spore wrażenie. Jest on dumny, bo to przecież rodzinne strony Jego Matki Anny Tywonek z domu Buczyńskiej. Tylko ona jedna wyjechała do Polski, a w Boniowicach pozostało jej pięć sióstr i brat. Zaraz po wejściu do budynku, w dużym holu rzuciły się nam w oczy wiszące na ściętej brzozie kolorowe wydmuszki i inne wielkanocne dekoracje – koszyczki, wyszywanki, rysunki. Na półpiętrze stała wysoka figura Matki Bożej. Koło niej przyklękły dwa aniołki. To akcent religijny. Dowiedzieliśmy się, że przychodzą tu księża prawosławny i katolicki / greckokatolicki. Przez młodzież i różne osoby pozdrawiani byliśmy słowami Christos woskres! Na ulicach i w sklepach podobnie.

Wystrój holu
Figura Matki Boskiej w holu szkoły
Wystrój holu głównego

Skierowaliśmy się do biura administracji z widokiem na okolicę. Powitały nas panie księgowe Halina i Gala, zaopatrzeniowiec Sołomija i czarnowłosa pielęgniarka Ludmiła.

Panie z administracji

W szkole na każdym piętrze dostrzegliśmy stoły tenisowe i grającą w czasie przerwy młodzież.

W szkole popularny jest tenis stołowy

Korytarze tu przestronne. Po ich bokach stały eleganckie ławy do siedzenia.

Ławka w korytarzu

W szkole jest też miejsce upamiętniające poległych ostatnio żołnierzy. Fotografie młodziutkich chłopaków wzruszyły nas. W jednej z większych sal odbywała się akurat lekcja wychowawcza dla klas piątych. Na dużym monitorze uczniowie oglądali program patriotyczny przygotowany przez młodzież.

Lekcja wychowawcza

Fotografie poległych żołnierzy

Inne akcenty tego typu to wiszące na honorowym miejscu zdjęcia – herbu, flagi
i hymnu państwowego Ukrainy. Rozpoczyna sie on słowami: Szcze ne wmerła Ukrajiny i sława i wola… Pieśń powstała w 1863 roku. Autorem słów jest etnograf i poeta Pawło Czubynski.

Herb, flaga i hymn Ukrainy

W szkole mieliśmy przyjemność poznać dwóch panów dyrektorów – Andrieja Bogdanowicza Kiernickiego i jego zastępcę Mykolę Mikołajewicza Gadewicza. Dyrektor Kiernicki wyjaśnił, że szkoła którą kieruje jest I-III stopnia. Uczy się w niej 427 uczniów od I do XI klasy. W 2027 roku, zgodnie z ministerialnymi wytycznymi, ma u nas powstać liceum Mamy tu kamery i widzimy co się dzieje na terenie placówki. Na dużym ekranie obserwujemy wejście, podwórze, szkolny stadion. Monitorowane są trzy poziomy i niektóre gabinety. W ten sposób zapewniamy ochronę obiektu. Zapytałam z czyich środków to zostało sfinansowane? Rządu ukraińskiego – odpowiedział dyrektor i dodał, że szkoła korzysta też z pomocy amerykańskiego przyjaciela. Dużo nam pomaga i to też dzięki niemu tak dobrze jest wyposażona.

Czy uczycie języka polskiego?

Nie, ale język polski wykładają w przygranicznych Niżankowicach. Naszą rozmowę przerywa kierowca szkolnego autobusu, zwany tutaj szkolarkiem. Chwilę później dowiaduję się, że w placówce zajęcia prowadzi 55 nauczycieli różnych specjalności. Są też zatrudnione 32 osoby administracji i obsługi, tzw. różnoraboczyje.

Rozmowa z dyrektorem szkoły

Kiedy tu przyjechaliśmy był alarm. Dotyczył obwodu lwowskiego i Zakarpacia. Tak, kilka dni temu przeżyliśmy triwogu. To była dronowa i rakietowa ataka. Było spore zagrożenie dla naszego terenu. Gdy nadlatuje dron lub rakieta to nasz system alarmowy włącza się automatycznie przez internet. Nikt nie może sam go uruchomić. Dzieci i młodzież szybko udają się wówczas do ukrycia, czyli schronu w piwnicy. Są tam ławki, krzesła i stoły – wyjaśnił pan dyrektor.

Wychodząc ze szkoły zajrzałam jeszcze do pokoju nauczycielskiego. Była w nim tylko pani od plastyki ( prac ręcznych) oraz do gabinetu fizyki. Zastałam w nim nauczycielkę Rusłanę Sobyjewą. Akurat przygotowywała się do lekcji. Zapytałam o kontakty szkoły z naszym krajem. Przyjeżdżali do nas uczniowie z Polski, bo prowadziliśmy taką wymianę. Nasi też do was jeździli. Mój syn był również. U nas gościli na lekcjach młodzi ludzie z Gdańska i Gdyni. Uczę 20 lat, prowadzę również zajęcia laboratoryjne. W ramach wymiany w Polsce nie byłam, prywatnie tak. Gabinet fizyki imponuje nowoczesnym wyposażeniem. O szczegóły nie pytałam ale domyśliłam się, że zapisy prezentowane uczniom na tablicach można wydrukować lub przesłać je w formie elektronicznej, a także przeprowadzić powtórki z lekcji. Technologia i dydaktyka idą tu w parze, a uczniowie wzbogaceni metodami aktywizującymi o nowe doświadczenia na pewno są zadowoleni z takiego stylu nauczania, który przyciąga ich uwagę i motywuje do aktywnego uczestnictwa w procesie uczenia się. Nauczycielka fizyki pożegnała się z nami ukraińskim Do pobaczenia!

Rozmowa z nauczycielką fizyki

Gdy wychodziliśmy pani sprzątaczka myła akurat toalety. Jak tu czysto – skomentowałam, a gdy dostrzegłam bidet to aż mnie zamurowało. Jaka tu troska o higienę i zdrowie. Niby nic, taka zwyczajna rzecz, a jakże potrzebna i ważna. Po wizycie w szkole wróciliśmy do Boniowic, gdzie urodziła się śp. Anna Tywonek z Wolsztyna. Mykola Lytwyn miał problem, bo zepsuło się chomąto. To rodzaj jarzma używanego do zaprzegania koni pociągowych do ciągnięcia wozu, pługa. Pozwala na równomierne rozłożenie obciążenia dookoła karku zwierzęcia. Bez niego koń nie popracuje. Andrzej Tywonek pomógł Mykoli je naprawić. Gniady w tym niewielkim gospodarstwie jest potrzebny i inni gospodarze liczą też na pomoc i proszą Mykolę o zwierzę do pracy. We wsi pozostały chyba tylko trzy konie. Kiedyś w obórce u Lytwynów była jeszcze krowa Murka. Teraz już jej nie ma i dobrej śmietanki też nie ma. I dobrego mleczka. I serka. O wcześniejszej wizycie w Boniowicach pisałam w Głosie Wolsztyńskim w 2022r. w artykule „Nasze trzy dni w Ukrainie”.

Naprawa chomąta

Tekst, filmiki i zdjęcia: Elżbieta Kopowska – Woźna

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.