Bez służenia drugiemu człowiekowi niemożliwe jest życie w trzeźwości – twierdzi pani Danuta

20 mins read
binary comment


Oto zwierzenia Danuty,  pokonującej uzależnienie od alkoholu.

– Urodziłam się na Górnym Śląsku w rodzinie górniczej z tradycjami, wartościami. Byłam kochanym, beztroskim, rozpieszczonym dzieckiem. Miałam siedem lat, gdy zmarł mój ojciec. Wiedziałam, że chorował, ale nie rozumiałam jego odejścia. Towarzyszyło mi uczucie niepewności, niedowartościowania. Moja dziecięca otyłość bardzo mi ciążyła do czasów nastolatki. Ta niepewność sprawiła, że nie rozumiałam rówieśników ani oni mnie. Byłam wycofana. Na lekcjach wuefu nie potrafiłam wykonać ćwiczeń takich, jak moje koleżanki. Zaczęłam robić różne rzeczy, aby im zaimponować.

Po sześciu latach, od śmierci ojca matka Danuty, poślubiła wdowca z dwojgiem dzieci i przeniosły się Bez służenia drugiemu człowiekowi niemożliwe jest życie w trzeźwości

– Byłam nastolatką i obsesyjnie przeglądałam się sobie w lustrze, czy jestem ładna, czy nie. Wychwytywałam mankamenty, ale wmawiałam sobie, że tak ma być. W podświadomości moja niepewność nadal pozostała. Mama, widząc moje częste  wpatrywanie się w lustro, powiedziała :,,Jak będziesz tak patrzeć w to lustro, to zobaczysz diabła”. Jak się później okazało, zobaczyłam go.  Jako nastolatka chodziłam na imprezy,  błyszczałam  na parkiecie. Towarzyszył mi alkohol. Zaczęłam nie tylko pić, ale opuszczać w szkole lekcje. Potwierdzenie swojej atrakcyjności szukałam w kontaktach z chłopcami. Alkohol dodawał odwagi, pewności siebie i pozbawiał mnie poczucia konsekwencji. Zaczęłam oszukiwać innych i siebie. Po powrocie do domu zawsze odczuwałam brak ojca, jego przytulenia. Wśród mężczyzn szukałam dowartościowania siebie.   

Pani Danuta wspomniała o sytuacji, w jakiej się znalazła w domu, gdy nie było mamy.

– Leżałam na kanapie. Ojczym usiadł koło mnie na krześle. Udawałam, że śpię. Zaczął mnie dotykać, a ja miałam uczucie ,,uderzenia pioruna”. Nie rozumiałam złego dotyku. Nie doszło do zbliżenia. Nie mówiłam o tym nikomu, ale ten zły dotyk ojczyma tkwił  we mnie.

Podobna sytuacja spotkała panią Danutę podczas praktyki zawodowej, którą odbywała w zakładzie fotograficznym.  Zajęcia miała w ciemni, z której podczas wywoływania negatywów nie można było wychodzić.

– To wykorzystał mój szef. Miałam ręce w kuwecie z wywoływaczem, gdy obrabiałam negatywy. Wtedy zaczął mnie dotykać. Nie zważając na zakaz wychodzenia z ciemni, przerwałam pracę i wybiegłam na zewnątrz. Koleżanka przerażona była moją bladą twarzą. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Czułam się okropnie. To  ,,uczucie pioruna” , które przeżyłam z ojczymem powróciło. Opowiedziałam mamie, co mnie spotkało i że więcej do zakładu nie wrócę. Ojczym, przy którym to mówiłam, powiedział, że wymyślam i że nie chce mi się pracować. Po zdaniu egzaminu czeladniczego, za pracę w zakładzie fotograficznym podziękowano mi. Próbowałam o tych wydarzeniach zapomnieć, sięgając po alkohol. Przed mamą ukrywałam moje picie i palenie papierosów. Bałam się mamy, nie akceptowałaby takiego zachowania.

Pani Danuta zrezygnowała z wyuczonego zawodu, podjęła pracę w sklepie spożywczym. Na swoje życie dawała matce pieniądze, choć tego nie wymagała. W sklepie poznała mężczyznę, z zawodu kucharza. Robił zakupy, nie zauważyła, że był pod wpływem alkoholu. Po rocznej z nim znajomości wyszła za mąż.

– Cieszyłam się, że zmieniam miejsce zamieszkania i ucieknę od ojczyma, do którego uraz postał oraz od imprez.  Z mężem kontynuowałam wykańczanie domu, który budował  przed ślubem. Nie zauważyłam wcześniej, że mąż lubi wypić. Uważałam picie okazjonalne u mężczyzn za normalne. Jak wypił, to rozmawiał ze mną, był miły. Po dwóch latach zauważyłam, że dla niego ważniejsza jest matka niż ja (mieszkaliśmy u niej). To mnie bolało, denerwowało. Przestało nam się układać.

Odwiedziny matki Danuty, która zauważyła niepokojący stan córki, sprawiły przeprowadzkę do wykończonego już domu.

– W nowym domu na stole pojawił się alkohol. Piliśmy go razem, mieliśmy wtedy wspólny język. Niestety, nie obyło się bez awantur. Ja zapijałam,  bo nie mogłam mieć dziecka. Lekarze mimo leczenia, nie dawali mi szans na bycie matką. Po sześciu latach zaszłam w ciążę. To był prawdziwy cud, odrzuciłam papierosy, wódkę wszystko, co mogło dziecku zaszkodzić. Ciąża była zagrożona. Powierzyłam moje dziecko Panu Bogu i Matce Bożej. Urodziłam zdrową córkę Kasię. Kochałam ją ponad wszystko. Mąż uzależnił się od alkoholu, ja jeszcze z tego nie zdawałam sobie sprawy. Nie przynosił wypłaty z pracy. Spłacał ,,zeszytowe”długi za alkohol. Córka przypadkiem znalazła umowę spisaną z lombardem na dom i działkę. Wziął od lichwiarza pięć tysięcy złotych na 36 procent. Gdy dowiedziałam się o zastawionym domu, poczułam lęk o córkę (miała otrzymać ten dom w przyszłości) oraz nienawiść do męża. Zaczęły się kłótnie. Nasz dom nachodziły osoby chcące odzyskać pieniądze. Nękali tym córkę przebywającą w domu. Zaciągnął dziewięć kredytów, trzy z nich podpisałam, zmuszona przez męża. Sięgałam po alkohol, by przetrwać. Miałam mocną  głowę, ukrywałam przed córką moje zapijanie w samotności. Alkohol pomagał mi funkcjonować.

Szukała pomocy dla męża. Zwróciła się do księdza, który był w Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Od niego dowiedziała się, że jeżeli mąż nie będzie chciał się leczyć, to nic nie da się zrobić. Zwierzyła się  z tych problemów mamie. I tym razem ojczym skrytykował ją, obciążając za zaistniałą sytuację w ich małżeństwie.

– Naszej rozmowie towarzyszył alkohol. Kiedy zostałam sama z ojczymem, wygarnęłam mu wszystko. Przypomniałam o sytuacji sprzed lat. Nie odpowiedział nic, tylko prosił, abym mamie nic nie mówiła. Chciałam, aby żył w strachu, tak jak i ja, dlatego powiedziałam, że mama się o tym dowie.

Sytuacja w domu Danuty pogorszyła się. Nie mogła liczyć na wsparcie koleżanek, którym opowiadała o swoim życiu. Lekceważyły ją, poniżały, ponieważ wiedziały, że przychodzi do pracy ,,na kacu”. 

– Mąż przestał pracować, a moja pensja nie wystarczała na utrzymanie. Ubolewałam, że córce nie mogę dać pieniędzy np. na wycieczkę. Po 23 latach małżeństwa, uświadomiłam sobie, że w każdej chwili można nas wyrzucić z domu. Wystąpiłam o rozwód. Po rozwodzie nadal mieszkaliśmy razem, ale nie odzywaliśmy się do siebie. Córka zawsze stawała w mojej obronie, ponieważ zapewniłam jej zawsze swoją bliskość. Odstawiłam alkohol z chwilą wystąpienia o rozwód. Mąż po rozwodzie tylko cztery razy zapłacił przyznane córce alimenty. Nie pracował. Pewnego dnia poszedł na piwo i nie wrócił. Cztery lata nie wiedziałam gdzie jest. Nachodzili nas komornicy, odbyły się dwie licytacje domu – bezskuteczne.

Korzystała z bezpłatnej porady prawników. Narastające problemy sprawiły, że znów zaczęła sięgać po alkohol.

– Pomagał mi zapomnieć, nie bać się. Stał się moim przyjacielem. Komornicy weszli na moje dochody. Szef, któremu opowiedziałam o sytuacji, pomógł mi, sporządzając osobną listę na wypłatę premii, by komornicy jej nie zajęli. Córka dorosła, miała swoje towarzystwo, a ja przestałam ukrywać się z piciem. Przynosiłam alkohol do pracy, na imprezy ,,żeby było fajnie”. Zapomniałam wtedy o mojej masakrycznej  socjalno-prawnej sytuacji. Pojawili się mężczyźni w moim życiu, prowadziłam się niemoralnie. Plotki na mój temat rozchodziły się szybko, ponieważ mieszkałam na wsi. Urwałam kontakty z rodziną. Ludzie zaczęli odsuwać się ode mnie. Wstydziłam się swojego picia. Miałam ogromne poczucie winy. Byłam wyizolowana i wiedziałam, że upadłam. Zaczęłam nienawidzić ludzi, do wszystkich miałam pretensje tylko nie do siebie. Robiłam z siebie ofiarę, w pracy byłam agresywna, wszystkich stawiałam ,,do pionu”. Czułam się najmądrzejsza. Uważałam, że ludzie nie są mi  do niczego potrzebni. Udowadniałam sobie, że nie jestem głupia i nie dam się poniżać.
W domu byłam matką, ojcem, gospodarzem i administratorem tego domu. Robiłam wszystko, aby było w nim bezpiecznie. Byłam zadbana, dom także, na ile mogłam finansowo to czynić. Córka była najważniejsza. Gdy spała, albo była poza domem, ja pozwalałam sobie pić i miałam wtedy, ,,urwane filmy”. Córka dostała parę razy drobne pieniądze od ojca.  Po czterech latach jego nieobecności otrzymaliśmy wiadomość, że mąż nie żyje.

Pani Danuta przygotowała wszystko do pogrzebu, który odbył się na koszt państwa. Ojciec córki przez 12 miesięcy nie był zatrudniony, więc nie otrzymała renty.

– Znalazłam się w próżni. Pewnego dnia rozpaliłam ognisko i spaliłam w nim ślubne fotografie, pisma dotyczące pożyczek, dowód kremacji zwłok męża. Paliłam to i płakałam. Któregoś ranka uświadomiłam sobie, że alkohol zaczyna mi przeszkadzać. Zadałam sobie pytanie – co ze mną? Co stało się z tą fajną kobietą? Aby uciec od tej rzeczywistości, zażywałam ziołowe leki uspakajające. Pewnej niedzieli powiedziałam Matko Boska, ja wypiję jeszcze to wino, a potem do Ciebie wrócę, bo wiem, że na mnie czekasz.

Pani Danuta czuła się jednak bezsilna, skołowana, nie godziła się na ten swój świat. Miłość do córki Kasi  dawała jej nadzieję, że przyjdzie jakieś rozwiązanie.

-Miałam myśli samobójcze, jednak bałam się targnąć na swoje życie. 13 marca 2017 roku zmarła moja mama. Odwiedzałam ją w szpitalu, chorowała, ale jej śmierć mnie zaskoczyła. W tym dniu przestałam pić. Dopadła mnie depresja. W telewizji trafiłam na Program12 Kroków. Zaczęłam szukać w Internecie pomocy. Natrafiłam na Towarzystwo Trzeźwości i tam się udałam. Rozmawiałam z panią psycholog, choć nie mogłam patrzeć na napisy ,,trzeźwość”, ,,Anonimowi Alkoholicy”. Chciałam uciec. Psycholog skierowała mnie na warsztaty Anonimowych Alkoholików i tam słuchałam historii innych alkoholików. Byłam na zlocie Radość Wspólnoty AA. Trafiłam do grupy Al-Anon (dla osób współuzależnionych) i byłam tam pół roku, a także na otwarty mitingu Anonimowych Alkoholików. I w tej wspólnocie zostałam. Uznałam, że jestem alkoholiczką po wysłuchaniu spikerki- kobiety, która przeżyła, znacznie więcej niż ja. Chodziłam na AA z przyjacielem, mającym 19 lat trzeźwości, na mitingi, zabawy, a także wyjeżdżałam z nim na wycieczki. Po roku postanowiłam podjąć terapię  AA. Pod koniec terapii nastąpił nawrót choroby alkoholowej. Nie zapiłam. Mój umysł nie funkcjonował właściwie. Trzy dni przesiedziałam w pomieszczeniu -11 C, nie jadłam. Córka wezwała pogotowie, trafiłam do ośrodka leczenia chorób psychicznych. Po sześciu tygodniach wróciłam do siebie, do wspólnoty AA. Pomagał mi przyjaciel, razem jesteśmy na Programie 12 Kroków AA. W mojej macierzystej grupie AA spłacam dług wdzięczności za to, co otrzymałam, czyli trzeźwość od czterech lat. Bez służenia drugiemu człowiekowi, niemożliwe jest życie w trzeźwości. Bez wspólnoty AA, Programu 12 Kroków bez Siły Wyższej nie miałabym szans na wyjście z nałogu, uzależnienia. Dzisiaj jestem pogodna, wartościowa, trzeźwa babcia dla wnuczki. Żadna siła ludzka nie jest w stanie przywrócić zdrowia, pokoju tylko Stwórca. Od czterech lat żyję w trzeźwości. Jestem kobietą po sześćdziesiątce i wiem, że wszystko w moim życiu musiało się zdarzyć, abym dziś była trzeźwa. Już wiem, że ten ,,diabeł z lustra” to był alkohol.

Wysłuchała Anna Domagalska

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni

Wypoczywają na Ziemi Wolsztyńskiej

Następny

Wolsztyn w latach 60.

Ostatnie z

Zawody latawcowe

Dziś, w niedzielę, na lądowisku w Powodowie odbyły się zawody latawcowe.

Piękna jest Polska

O tym, że Polska jest piękna nie trzeba przekonywać. Skończyło się lato, zostały wspomnienia z krajowych

0 0.00