– 19 sierpnia tego roku, papież Leon XIV, mianował ojca Mariusza Kasperskiego, Oblata Maryi Niepokalanej, pochodzącego z wolsztyńskiej parafii farnej i od trzydziestu paru lat misjonarza na Madagaskarze, biskupem pomocniczym tamtejszej Archidiecezji Toamasina. Za każdą, a więc także i za tą – dość niespodziewaną decyzją i przekazaną później wiadomością, stoi konkretna historia; miejsce urodzenia, dom rodzinny i… przede wszystkim Matka, która jako pierwsza doświadcza radości narodzin swego dziecka, uczy je modlitwy i cały czas roztacza nad nim matczyną opiekę. O drodze Ojca Mariusza do biskupstwa jako pełni kapłaństwa, rozmawia z Panią Agnieszką Kasperską, Mamą biskupa Nominata – Włodzimierz J. Chrzanowski
Szczęść Boże Pani Agnieszko! Przede wszystkim moje najserdeczniejsze gratulacje z okazji nominacji Pani Syna Mariusza na biskupa pomocniczego w Archidiecezji Toamasina.
Bardzo Panu dziękuję; Bóg zapłać!
– Kiedy dowiedziała się Pani o tym , że Syn Mariusz – oblat Maryi Niepokalanej został mianowany przez papieża Leona XIV biskupem. Jak Pani przyjęła tę wiadomość; co było pierwszą Pani myślą, co Pani poczuła – zaskoczenie, niedowierzanie, dumę..?
Nie byłam pierwszą osobą, która dowiedziała się o nominacji. Wiadomość tę przekazał mi syn Piotr, do którego zadzwonił nasz ksiądz Proboszcz Sławomir Majchrzak. Przyjechał później razem z księdzem wikarym Marcinem Gawarzewskim i z pięknym bukietem kwiatów. Wiadomością o nominacji Syna na biskupa byłam bardzo zaskoczona, ale poczułam też wielką radość i – nie ukrywam, dumę…
A kiedy Syn zadzwonił do Pani z tą radosną informacją o decyzji Ojca świętego ..?
– Zadzwonił do mnie dzień później, pewnie kiedy sam zaskoczony tą decyzją trochę już wewnętrznie ochłonął… Proszę powiedzieć, kiedy Pani dostrzegła w Synu powołanie do kapłaństwa. Czy od dzieciństwa było już może widać, że wybierze właśnie taką drogę..?
Syn od dzieciństwa przez okres szkoły podstawowej był ministrantem, potem także lektorem. Po ukończeniu Technikum podjął pracę w Powodowie, a następnie odbył dwuletnia służbę wojskową. Nic przedtem nie wskazywało na to, że wybierze kapłaństwo. Myślę, że ten zamiar dojrzał właśnie w wojsku, bo właśnie po powrocie z wojska zakomunikował nam, że idzie do seminarium.
Jak przyjęliście Państwo jako Rodzice, jak przyjęła Pani jako Matka tę decyzję Syna..?
– Z jednej strony była radość, bo religia, wiara, Kościół, zawsze były w naszej rodzinie bardzo ważne, a z drugiej czuliśmy pewien lęk, że syn wybiera drogę służby Kościołowi, któremu Świat nie zawsze bywa zbyt przychylny.
Czy bycie Matką kapłana – misjonarza, a teraz jeszcze biskupa, to dla Pani tylko powód do dumy: a może też i jakaś pokusa do ,,wywyższania się”?. Czy to raczej wezwanie do jeszcze gorliwszej modlitwy w intencji syna i jego nowych, równie jak przedtem ważnych, a może teraz jeszcze ważniejszych, bo biskupich obowiązków?
– Ja, jako Matka wspieram syna całym sercem i gorliwą modlitwą, aby miał siłę, wytrwałość i zdrowie do wykonywania swoich misjonarskich, a teraz jeszcze biskupich obowiązków. Myślę, że szczera i gorliwa modlitwa każdej matki ma ogromną moc przed Bogiem.
Cofnijmy się jeszcze na chwilę do przeszłości. Dlaczego syn wybrał akurat Seminarium Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Obrze, a nie na przykład Seminarium Archidiecezjalne w Poznaniu?
– Syn wybrał obrzańskie Seminarium dlatego, bo jak potem powiedział, marzył o wyjeździe na misje do Afryki. I tak po skończeniu tego Seminarium i po krótkim duszpasterstwie w kraju. przełożeni wysłali go na Madagaskar, gdzie owocnie pracuje już przeszło trzydzieści lat.
Dzisiaj Kościół stoi przed wieloma wyzwaniami. Dotyczy to również Kościoła w tzw. krajach misyjnych. Pani syn jako misjonarz na Madagaskarze zmagał się z różnymi problemami. Teraz przed nim jako biskupem, będą inne zadania. Sądzi Pani, że tym zadaniom podoła.?
– Myślę, że z pomocą Bożą podoła powierzonym mu obowiązkom. Ja, nasza Rodzina, a także z pewnością wierni naszej parafii, będziemy go wspierać modlitwą.
Dotąd – jak wiem, Syn często dzwonił do Pani. Gdy niebawem obejmie swój biskupi urząd, wasze relacje siłą rzeczy się trochę zmienią; syn jako biskup będzie miał teraz znacznie mniej czasu.
– Z pewnością nie zmienią się relacje na poziomie serca między mną – Matką a Synem, bo On zawsze pozostanie dla mnie kochającym synem, a ja zawsze pozostanę dla niego kochającą matką, czekającą z utęsknieniem nie tylko na telefon od niego ale i na przyjazd do rodzinnego domu.
Za kilkanaście dni, a dokładnie szóstego listopada, odbędzie się tam ceremonia konsekracji biskupiej, czyli uroczyste włączenie Pani syna do grona biskupów. Kto z rodziny uda się na tę uroczystość..?
– Pojedzie tylko delegacja Rodziny – syn Zbyszek z żoną Alicją i córka Mariola z Markiem. Taki daleki wyjazd to pod każdym względem duże przedsięwzięcie. Ja i reszta rodziny, będziemy uczestniczyć w tej ceremonii duchowo a może też przez Internet, jeśli będzie taka możliwość.
Czy ma Pani przygotowany jakiś prezent dla Syna, który delegacja rodziny mogłaby przekazać mu w tym doniosłym dla niego dniu..?
– Hm…, cóż ja matka mogę ofiarować mojemu synowi ; chyba tylko moje matczyne dłonie złożone do modlitwy i moje matczyne serce, zawsze dla Niego tak samo otwarte…
A życzenia kochającej Matki dla Syna Biskupa..?
– Życzę Mu, aby był szczęśliwy w trwaniu i wierności swojemu powołaniu ..!
Bardzo dziękuję Pani za rozmowę!


