Ksiądz Krzysztof uprawiał karate

/
4 mins read

,,Ksiądz proboszcz z Siedlca uprawia karate”. Artykuł pod takim tytułem pani Gertrudy Jazdon ukazał się w ,,Głosie Wolsztyńskim” w 2000 roku. Ksiądz proboszcz Krzysztof Apiecionek 35 lat był proboszczem pw. Św. Michała Archanioła w Siedlcu. Uprawiał karate. Od dziewięciu lat były proboszcz siedleckiej parafii posługuje, będąc na emeryturze, w kościele Św. Józefa Opiekuna Kościoła Świętego. Przypominamy fragment wspominanego artykułu. Drugą jego część autorka zatytułowała: ,,Ręką łamie dachówki”. Za nim zadam pytanie powinnam czytelnikom scharakteryzować księdza proboszcza z Siedlca. ,,Niewysoki, szczupły i wysportowany, ma niezwykle sprężysty krok i dynamiczne ruchy. Cechuje go energia w całym sposobie bycia – temperament, siła i zręczność, której nie da się ukryć nawet przy pełnieniu obowiązków w kościele. Mieszkańcy twierdzą żartobliwie, że gasi świeczki w kościele z odległości 5 m jednym zamaszystym ruchem ręki…. Jest mistrzem karate pierwszego dan, czyli upoważnionym do noszenia czarnego pasa. Dlaczego ksiądz proboszcz wybrał tę dziedzinę sportu?

– Nikt nie wysportowany nie może zacząć uprawiać tej dyscypliny, bo bardzo prędko ulegnie kontuzji – to jest absolutnie niemożliwe. Od dziecka uprawiałem sport. Reprezentowałem Liceum wolsztyńskie w biegach lekkoatletycznych na 100 i 200 m. Trenował mnie profesor śp. Frasz, a potem profesor Rewers. Nie byłem na komersie kończącym Liceum Ogólnokształcące, ponieważ akurat brałem udział w zawodach sportowych w Krotoszynie. Karate było kontynuacją sportu. Zaczęło się od tego, że przeczytałem kiedyś, iż można ręką złamać cegłę. To mi nie dawało spokoju – jak to możliwe? I to był początek zainteresowanie się tą dyscypliną.

O karate napisano, że jest sztuką – drogą harmonii pomiędzy sprawnością a mądrością. Sportem, rodzajem współzawodnictwa walki, porażki i zwycięstwa. Jest drogą pokonania własnego zmęczenia, bólu, zniechęcenia – czyli jest drogą do pokonania samego siebie. Wynika z tego, że nie jest to tylko sprawa łamania cegieł, które pewnie ksiądz z łatwością kruszy.

– Ja nie łamałem cegieł – raczej dachówkę. Podejmując się jednak takiego wyczynu muszę być absolutnie pewien, że to zrobię. Jeżeli tego nie zrobię, to uszkodzę sobie rękę i nie mogę się tego podejmować. To musi być błysk, moment i pewność i tu jest to kształcenie woli – jedno z drugim ściśle związane. Mówiąc szczerze, traktuję to też jako moje obowiązków, która mi w pełnieniu ich absolutnie nie przeszkadza, a w niektórych okolicznościach pomaga. ???

– Tak … nieraz ułatwiło pracę katechetyczną – gdy uczyłem religii. W klasach starszych i w większych miastach takich jak: Poznań, Śrem czy Szamotuły – gdzie uczniowie na lekcjach byli zbyt żywi, czasami dawali odczuć, że z księdza nic sobie nie robią, a nierzadko uczeń przychodził na przykład na religię wręcz po to – żeby ta katecheza się nie odbyła, ksiądz nie miał żadnego środka przymusu – bo przecież stopień z religii się nie liczył. Wówczas czasami wystarczyło powiedzieć: zobacz – nie zrobię tego, ale popatrz co mógłbym zrobić, gdybym był taki jak ty… i to robiło wrażenie. Ksiądz przestał być wówczas tylko tym duchownym, tym klechą, tym od różańca. Widzieli, że to człowiek mający też inne zainteresowania, które mógłby wykorzystać – ale tego nie robi. Wszak Pan Jezus powiedział ,,kto na Ciebie kamieniem – Ty chlebem”. To drażniło ich umysły, a to szalenie budowało autorytet księdza, równocześnie dla mnie było czymś dopingującym. Szła fama, że łamię to i owo. Mówiłem – bądźcie grzeczni, to w czasie przerwy pokażę. Uczniom imponowało, że uczy ich ksiądz karateka.

Ile było tych dachówek?

To zależy od wytrzymałości dachówek – 20 do 30 sztuk karpiówki. Niestety, było to też trapieniem dla rodziców, bo w domach ubywało i dachówek i łat…

Czy te umiejętności przydają się również w innych okolicznościach?

Jeden raz, ale było to tylko i wyłącznie w sytuacji obronnej. W karate przynajmniej kapłan nie może sobie pozwolić na nic innego. Jest to walka bez walki na zasadzie … pies, gdy widzi, że się go nie boisz – nie atakuje i to daje poczucie bezpieczeństwa. Jednakże muszę się przyznać, że w pracy duszpasterskiej karate może mieć również skutki ,,negatywne” na przykład przy mówieniu kazań. Technika karate wymaga ogromnej koncentracji na danej czynności i ogromnego wysiłku w bardzo krótkim czasie – żeby działanie było skuteczne. Gdy mówię kazanie wkładam w nie całe serce i całą duszę….I terroryzuję jakoby nim tego, który mnie słucha, ale sam się spalam. Torturą były dla mnie kazania, gdy miałem ich siedem czy osiem na przykład w parafii świętego Rocha w Poznaniu, bo nie potrafię mówić jeszcze raz tak samo spokojnie, na luzie.

W niedzielę, 26 lipca w kościele św. Józefa w Wolsztynie wierni modlili się za księdza Krzysztofa Apiecionka, który dzień wcześniej obchodził imieniny. Parafianie składali mu życzenia. Dzień wcześniej, w sobotę 25 lipca w Józefowej Parafii odbył się Dzień Chorych. Podczas Mszy świętej starsi i osoby chore przyjęły Sakrament Namaszczenia Chorych, którego udzielili: ksiądz Krzysztof Apiecionek i ksiądz proboszcz Piotr Bartkowiak.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Poprzedni

XXXI MIĘDZYNARODOWY FESTIWAL MUZYKI ORGANOWEJ I KAMERALNEJ W WOLSZTYNIE OD 2 SIERPNIA DO 30 SIERPNIA

Ostatnie z

Lecimy?…

Ludzie, co to się u nas wyprawia? Jak te moje bazgrały piszę, to upałów nie ma,