Poznański Czerwice 1956 rok

2 mins read

67 lat temu w Poznaniu, po raz pierwszy w PRL-u odbył się strajk generalny i protesty uliczne. Robotnicy z poznańskich zakładów zbuntowali się przeciwko niskim zarobkom, złym warunkom pracy i przeciwko fatalnemu poziomowi życia. Na transparentach pojawiły się hasła: ,,Chcemy chleba”.

Czerwiec 1956. Już tylko starsze pokolenie pamięta tamten miesiąc. W czerwcu 1990 roku na łamach ,,Głosu Wolsztyńskiego” pan Andrzej Katyński z Wolsztyna podzielił się swoimi wspomnieniami.

Przypominamy je:

Tamten czerwiec
Nasłuchałem się dosyć wycia syren i głuchych odgłosów bomb, który obsypywały tynk piwniczny na głowy znajdujących się tam ludzi. Przecież dzieciństwo przypadło na okres wojny w centralnej Polsce.

Ale strzały w kilkanaście lat potem, w okresie pokoju i wydawałoby się niczym niezakłóconego czasu budowy ,,lepszego jutra”.
Nie chciało się wierzyć! ale to była prawda!

To był początek… Poznań, czerwiec, 1956 rok! Wówczas jednak, gdy przybiegł do mnie kolega mówiąc, że ludzie strajkują, nie wydawało się to prawdopodobne!

Opuściliśmy pomimo to pospiesznie mieszkanie i wybiegliśmy na ulicę. Tramwaje nie kursowały. Pieszo udaliśmy się do centrum miasta. Na ul. Armii Czerwonej, przed gmachem Komitetu Wojewódzkiego zebrał się wielotysięczny tłum. Nie pomogły apele nadawane przez głośniki, w tym osobisty apel ówczesnego I sekretarza Wincentego Kraśki. Nie pomogła interwencja służb milicyjnych ,,wyrzucanych z nadjeżdżających jedna po drugiej ciężarówek. Milicjanci ginęli w tłumie i stawali się bezradni. Potem ludzie udali się w kierunku Polskiego Radia, przychodząc opodal terenów targowych, nie pilnowanych już przez nikogo i spod których odjeżdżali w pośpiechu w kierunku zachodnim goście zagraniczni. Radio otoczone było czołgami. Przebywaliśmy tam do chwili, gdy ujrzałem ukrytą za firanką okna budynku kamerę filmującą tłum. Znalezienie się w jej zasięgu mogło równać się z ,,wilczemu biletowi” na przyszłość. A potem była ulica Kochanowskiego, gdzie staliśmy się mimo wolnymi świadkami wyrzucenia z wysokiego piętra radiostacji zagłuszającej.
W pewnym momencie rozległy się strzały, a pociski i rykoszety przeleciały tuż koło nas. To już nie były żarty. Pośpiesznie opuściliśmy miejsce, na którym się znajdowaliśmy. Za chwilę mogło być za późno. Teren został otoczony wojskiem i wielu nie miało odwrotu.

W tym właśnie rejonie toczyły się największe potyczki. Sanitarki
jeździły tam i z powrotem w kierunku ,,Cegielskiego”, stąd podobno przywoziły broń. Wracając zabierały rannych, którym było coraz więcej. Na drugi dzień odgłosy walki ucichły. Ale okazało się, że nie było już odwrotu od tego, co miało dopiero nadejść! Nie pomogły słowa Cyrankiewicza, który pojawił się wówczas w mieście, w niebieskim ubraniu i w nie najgorszym jeszcze samopoczuciu ,,iż ręka, która porwie się na władzę ludową – powiedział zostanie odrąbana”.
W Poznaniu, gdzie wszystko się zaczęło stanął pomnik monument, ale nie jest już aż tak potrzebny, jak w chwili, gdy powstawał uosabiając sobą wyłącznie nadzieję.
Doczekaliśmy się zmian o jakich wcześniej nie można było nawet marzyć. Staliśmy się gospodarzami własnego kraju. Ale czy rzeczywiście i wszędzie? Teraz nadszedł czas, aby zmienić oblicze miejsca, w którym żyjemy. Szansa leży w naszych rękach i nie można tej jej zaprzepaścić, bo może się nie powtórzyć!

Andrzej Katyński

GW nr 6/6 1990 r.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Poprzedni

Powiat ma nowego partnera zagranicznego!

Następny

Uczniowie poznawali Polskę

Ostatnie z