Cena Zielonego Ładu?

/
14 mins read

Zmiana klimatu i degradacja środowiska stanowią zagrożenie dla Europy i reszty świata. Aby sprostać tym wyzwaniom powstał plan działania Europejski Zielony Ład. Ma on pomóc przekształcić UE w nowoczesną, zasobooszczędną i konkurencyjną gospodarkę – czytamy na stronie ec.europa.eu. Wielokrotnie wymieniane są korzyści Zielonego Ładu, tak jakby miał być zbawieniem dla całego świata. Przypomnijmy zatem kilka założeń: świeże powietrze, czysta woda, zdrowe gleby i różnorodność biologiczna, wyremontowane energooszczędne budynki, trwalsze produkty, które można naprawić, poddać recyklingowi i ponownie wykorzystać, czystsza energia i najnowsze ekologiczne innowacje technologiczne. Tak można by wymieniać godzinami. Jednak ja postanowiłam zadać sobie elementarne pytanie, jaka będzie cena Zielonego Ładu, dla przeciętnego mieszkańca Polski?

Ambice Fransa Timmermansa głównego orędownika zielonej i czystej Europy są dobrze znane i negatywnie szeroko komentowane na całym świecie. W punkt, na temat tego osobnika wypowiedział się portal cire.pl podając, że znakiem rozpoznawczym (Timmermansa) pozostaje słaba wiedza merytoryczna idąca w parze z ideologicznym zacietrzewieniem. Posłowie z komisji ITRE oczekiwali rzeczowej dyskusji na konkretne tematy. Nie tylko oni, ale pół miliarda Europejczyków chce wiedzieć, jak poradzimy sobie z osiągnięciem neutralności klimatycznej, skoro nie mamy niezbędnych technologii i pieniędzy? Timmermans nie operował konkretami. Nie potrafił nawet rozstrzygnąć kwestii, czy mamy do czynienia z kryzysem klimatycznym. Jego komentarze na temat zaburzonych wzorców pogodowych brzmiały jak hasła z młodzieżowych demonstracji. Wychodzi zatem na to, że przyjdzie płacić nam cenę za hasła holenderskiego szaleńca, który nie do końca jest świadomy o co walczy. Jak mówi słynne powiedzenie, gdy nie wiadomo o co chodzi, to wiadomo o co chodzi. Zatem jaka będzie cena?

Rezygnacja z aut silnikowych

Do 2035 roku ma zaprzestać się produkcji aut silnikowych na paliwa takie jak PB czy ON. Produkcja oraz sprzedaż tych aut ma zostać zatrzymana i zastąpiona przez auta elektryczne. Tu jednak pojawia się wiele problemów. Są to auta bardzo drogie, naprawa i serwis wymaga wykwalifikowanych specjalistów, a nawet to nie koniecznie może oznaczać sukces i skuteczną naprawę. Pierwszymi, którzy odczują elektryki, będą mechanicy, małe warsztaty samochodowe, często rodzinne biznesy, które po prostu będą zamykane. W krajach skandynawskich, gdzie jest znacznie więcej tego typu aut niż w Polsce, wiele z nich po prostu stoi na złomie. Nikt nie chce tego naprawiać, to nie diesel czy benzyniak, gdzie naprawę można wykonać stosunkowo tanio i w prosty sposób. Koszty związane z naprawą będą ogromne, o ile usunięcie usterki będzie możliwe. Naprawa wielu elementów takiego auta początkowo dostępna będzie tylko w dużych aglomeracjach miejskich. Zapomnijmy, że w małych miejscowościach będzie ktokolwiek zainteresowany prowadzeniem takiego warsztatu, będzie to nieopłacalne. Ciekawą analizę przeprowadził jeden z kanałów motoryzacyjnych dostępnych w sieci. Povagowani, bo o nich mowa, zauważyli, że często zapominamy, że stworzenie akumulatora emituje mnóstwo CO2. Jednak do jego budowy potrzeba takich surowców jak lit, kobalt i nikiel a te też kiedyś się skończą. Do tego proces ich wydobycia i zatrudnianie do pracy dzieci, zwłaszcza w państwach afrykańskich, oznacza wyzysk i niewolniczą harówkę najmłodszych w podłych warunkach. Jednak czas na jeden z najważniejszych argumentów. Przejdźmy do wyników badań przeprowadzonych przez unijną organizację Green NCAP, która sprawdziła pełny cykl życia poszczególnych samochodów, obliczając ich całościową emisyjność. Wyniki zaskoczyły wszystkich, a nie łudźmy się, że usłyszymy o nich z ust Fransa Timmermansa. Okazuje się, że w zależności od segmentu auta, spalinowe samochody nie pozostały w cieniu elektrycznych kuzynów. Wręcz przeciwnie, w wielu miejscach notując podobne, a nawet lepsze wyniki. Nie dajmy się nabrać na hasła, że auto elektryczne jest ekologiczne. Ekologiczne jest chodzenie piechotą, a żadne auto nie będzie ekologiczne. No tak, ale nie zdziwię się jak za kilka chwil ktoś pokroju Timmermansa oskarży chodzących piechotą o nadmierne wydychanie CO2.

Najciekawsze jest jednak to, że nie motoryzacja jest największym problemem niszczącym środowisko. Uśredniając na całej ziemi w ciągu roku emituje się 50 miliardów ton gazów cieplarnianych, z czego transport emituje bardzo niewielką część. Najwięcej emisji odnotowujemy w postaci energii elektrycznej, ciepła. Może zatem zastanawiać co jest przyczyną problemu emisyjności w autach elektrycznych? Podobnie jak w autach tradycyjnych energia musi skądś powstać. Farmy wiatrowe, fotowoltaiczne czy tzw. zielona energia, a w tym wypadku elektryczność, jest zdecydowanie niewystarczająca. Przykładem mogą być Niemcy, które mimo przodowania w UE z korzystania z odnawialnych źródeł energii, musiały uruchomić swoje elektrownie węglowe i inne by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne w kraju. Tak drodzy państwo, nie łudźmy się, energia do samochodów elektrycznych nadal będzie pochodzić z paliw kopalnych czy atomu, by mogły one w ogóle funkcjonować. Emisja CO2 z sektora paliw przeniesie się do sektora pozyskania energii elektrycznej, który zostanie nieprawdopodobnie obciążony.

Zamykamy lasy

Innym chorym pomysłem Timmermansa jest założenie, że 10% powierzchni każdego kraju ma zostać wyłączone z całkowitego użytkowania. Ma to być tak zwany powrót do pierwotnego stanu. W takim kraju jak Polska jedyną możliwością jest wyłączenie z użytkowania 10% powierzchni lasów, bo będzie wiązać się z tragicznymi konsekwencjami. Zaczynając od tego, że grzybiarze, zbieracze runa leśnego, myśliwi czy nawet przyrodnicy nie będą mieć możliwości wejść na taki obszar, to do tego dojdzie zwiększenie emisji CO2 przez drzewa. Powołując się na badania jednego z czołowych polskich profesorów Janusza Olejnika czy profesorów na całym świecie, zobaczymy, że im drzewo starsze tym mniej CO2 pochłania, a więcej emituje. To tak jak z cyklem życia człowieka – mówi Janusz Olejnik ­– człowiek jak jest dzieckiem, wymaga opieki i energii innych, by mógł się rozwijać, przechodzi przez wszystkie fazy dzieciństwa, później jest nastolatkiem a później w wieku dorosłym staje się najbardziej produktywny, by ponownie umownie przekraczając granicę 60 lat, ta produktywność coraz bardziej spadała. Tak samo jest z drzewami, młode i stare drzewa nie są pochłaniaczami, a emiterami CO2. Im starsze drzewo tym więcej CO2 emituje. Przypomina to trochę zagadkę sfinksa „co to za zwierzę obdarzone głosem, które z rana chodzi na czworakach, w południe na dwóch nogach, a wieczorem na trzech?”. Odpowiedzią jest człowiek! Jednak w świecie przyrody, równie dobrze pasowałaby odpowiedź „drzewo”. Zamknięcie 10% lasów może nieść z sobą katastrofalne skutki, przynosząc odwrotny efekt. Choć ta idea brzmi pięknie, bo mowa o powrocie do stanu pierwotnego lasów, to ilość CO2 w konsekwencji zwiększy się, wiele gatunków nie poradzi sobie z rozprzestrzeniającymi się pasożytami i szkodnikami, na gorsze zmieni się bioróżnorodność ulegnie znacznej degradacji, a to tylko kilka negatywnych skutków, o których do tej pory wspomniałam. Odpowiednia gospodarka leśna jest bardzo istotna, przykładem mogą być lasy w Puszczy Noteckiej, które pochłaniają rocznie ogromne ilości CO2 z atmosfery. Weźmy Nadleśnictwo Potrzebowice, położone na skraju puszczy, w malowniczej gminie Wieleń. Powstała tam specjalistyczna wieża pomiarowa, która, mówiąc w dużym uproszczeniu, dokładnie bada procesy zachodzące w powietrzu. Okazuje się, że 1 hektar lasu jest w stanie rocznie pochłonąć 20 ton dwutlenku węgla lub więcej. To dzięki odpowiedniej gospodarce leśnej, dostępności lasów dla zwykłych mieszkańców możliwe jest odpowiednia opieka naszym dobrem narodowym jakim jest przyroda. Dr Sławomir Majewski odpowiadający za bezpieczeństwo pożarowe w Pilskiej Dyrekcji Lasów Państwowych niejednokrotnie mówił, że jest przeciwnikiem zamykania lasów wolę mieć 100 ludzi w lesie, którzy zlokalizują pożar lub inne zagrożenie i powiadomią na czas odpowiednie służby niż nikogo. Jednak w przypadku zamknięcia 10% lasów nie będzie to możliwe.

Europa kontra reszta świata

O absurdach Zielonego Ładu można by dużo pisać. Same założenia są szkodliwe, nieprzemyślane i nie zmienią niczego. Zastanówmy się zatem gdzie realnie szukać sposobów na zmniejszenie emisji CO2? Na myśl przychodzi mi tylko jedno miejsce Chiny. Państwo środka ma obecnie 1058 elektrowni węglowych z czego kolejne 350 jest w budowie. Według niektórych źródeł 38% emisji CO2 należy do samych Chin, 9% przypada Indiom, a wszystkie państwa Europy razem wzięte to 8%. W mojej ocenie Europejski Zielony Ład to szczyt hipokryzji, bo raczej zamiast utrudniać życie naszym mieszkańcom, powinniśmy podejść realnie do problemu, którym są państwa emitujące najwięcej CO2. Przez Zieloną Hipokryzję życie milionów Europejczyków stało się i będzie stawać się droższe. Europa, mimo, że nie ma znaczącego problemu z CO2 próbuje na siłę edukować świat, doprowadzając na skraj ubóstwa coraz większą ilość swoich mieszkańców. W tym czasie Chiny, Rosja czy Indie myślą, jak uczynić życie tańszym dla zwykłych obywateli otwierając kolejne kopalnie czy elektrownie węglowe. Na naszych założeniach zdecydowanie zyskują wybrane korporacje i przedsiębiorstwa, dojąc z obywateli Europy tyle pieniędzy, ile dadzą radę, w zamian dając znikomy efekt ekologiczny.

Marta Kubiak

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni

Kartka z kalendarza 13 grudzień 1981rok

Następny

Bez osłonek

Ostatnie z

Bez osłonek

W styczniu podsumowujemy miniony rok. Każdy pewnie zapisał w swojej pamięci najważniejsze wydarzenia, nie zawsze dobre,

0 0.00