ROZMOWA Z MIESZKANĄ FRANCJI SPĘDZAJĄCĄ URLOP W WOLSZTYNIE

/
2 mins read

Pani Agnieszka od kilkunastu lat mieszka we Francji. Nasze przypadkowe spotkanie w sierpniu było okazją do rozmowy nie tylko o wrażeniach z urlopowego pobytu w Wolsztynie, ale także o sytuacji we Francji.

Co jakiś czas bywa pani w naszym mieście, jak pani je obecnie postrzega?

– Wolsztyn zmienia się za każdym razem. Uderzyło mnie, że więcej jest obcokrajowców, kiedyś ich nie było w Wolsztynie. Zauważyłam, że jest więcej wielkich sklepów, a te mały sklepy ,,umierają”. Ceny w Polsce szybciej rosną niż we Francji. W Wolsztynie jeździ autobus i to fajnie, ale jeździ pusty. Zastanawiam się, czy to jest w ogóle to opłacalne. Czy dzieci, które we wrześniu pójdą do szkoły, będą z tego autobusu korzystać? Miasto uważam, że jest zadbane, dużo kwiatów, a dzięki drzewom jest zielone. Bywałam w Wolsztynie podczas Świąt Bożego Narodzenia i bardzo mi się podobała dekoracja miasta, szczególnie Rynek. Stała piękna choinka i szopka.

Dochodzą do nas wiadomości o niebezpiecznych sytuacjach, jakie mają miejsce nie tylko w Paryżu, ale w ogóle we Francji.

– Bardzo dużo widać migrantów na ulicach w pociągach, autobusach. Dużo mieszka w namiotach przy torach, w lasach, w parkach. Wielu migrantów deklaruje się, że są nieletni, popełniają przestępstwa i okazuje się, że to są dorośli. Idą do więzienia, bo nie chcą przyznać się do własnej tożsamości. Jest specjalna służba socjalna i gdy są zimne noce, to służby dają posiłki i jeżeli ten człowiek jest w złym stanie to zabierają go do szpitala i mają bezpłatne leczenie. Znajoma Polka, mieszkająca we Francji, opowiedziała mi, że wielu Polaków mieszka na ulicy i jest uzależnionych od alkoholu. Korzystają we Francji z bezpłatnych usług medycznych. Okazało się, że jeden z Polaków jest właścicielem domu w Polsce, a w Paryżu mieszka na ulicy. Francuzi potrzebują migrantów do pracy. To oni zbierają kubły z ulic i pracują przy robotach drogowych. Tam się widzi bardzo mało Europejczyków.

Czy na ulicy Paryża jest bezpiecznie?

– Nie czuję się bezpiecznie, dużo jest obcokrajowców. Dojeżdżam do pracy autobusem i pociągiem zawsze z obawą, czy coś mnie złego nie spotka. Jeśli są jakieś mecze, imprezy sportowe, czy koncerty, to wtedy dochodzi do podpaleń samochodów, kubłów. Wybijają szyby w sklepach, kradną markowe ciuchy z butików. Niestety, wśród nich przeważają Afrykańczycy. Jak przyjechałam do Francji 30 lat temu, to już byli Afrykanie i Azjaci, ale nie tylu co teraz.

Niedawno po otwarciu granic rząd zamknął jeden z teatrów paryskich, aby przeznaczyć go dla migrantów niepełnoletnich. Artyści zostali bez pracy. Do Francji wyjechałam po studiach. Nie jestem rasistką, ale to co się dzieje teraz we Francji, to przekracza moje wyobrażenie. My płacimy podatki, a oni dostaną zasiłki. Korzystają z mieszkań socjalnych, a sieją ferment. Oni za darmo wstawią sobie koronkę do zębów, a człowiek, który pracuje musi za nią zapłacić. Klasa średnia musi płacić za usługi medyczne.

Gdyby cofnąć czas , czy wyjechałaby Pani do Francji?

– Nie wiem. W Polsce wtedy wszystkiego brakowało. We Francji wszystko było pod dostatkiem. Wyszłam tam za mąż i realizuję się w kierunku, w którym kształciłam się w Polsce.

Dziękuję za rozmowę

Anna Domagalska

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Poprzedni

8 WRZEŚNIA ROZPOCZĘLI NAUKĘ W SZKOLE NA MADAGASKARZE

Ostatnie z

DZIĘKOWALI ZA PLONY

5 września w Chorzeminie odbyły się Dożynki Archidiecezjalno- Gminne. Sprzed firmy Biegpol wyruszył korowód. Na bryczkach