Dragon 5 –letni owczarek niemiecki, mieszkał sobie spokojnie na jednej z posesji w Buczu. Czarny, dość dużych rozmiarów, mógł budzić respekt, ale w rzeczywistości , łagodny ,lubił się bawić, psocić, aportować. Był poniedziałek 17 listopada właściciel Dragona udał się do szpitala w Kościanie, oddalonego o 25 km od Bucza. Rodzina zaabsorbowana chorym nie bardzo zwracała uwagę na psa. Miał pełną miskę, ciepłą budę i obowiązek pilnowania. W środę rano zauważono, że psa nie ma na podwórku. Na podwórzu szukano, wołano. Furtka na noc została uchylona bo może wróci?. Niestety, minął kolejny dzień i kolejny. Nikt Dragona nie widział. W pobliżu są lasy, można było przypuszczać, że tam znalazł schronienie. Wszędzie, gdzie było możliwe, rozwieszono ogłoszenia. w ,,Głosie Wolsztyńskim”: zamieszczono zdjęcie i prośbę właścicieli o kontakt w razie gdyby ktoś zauważył psa w okolicy. Kilka dni bez jedzenia i schronienia. Tymczasem pogoda zrobiła się zimowa, napadało śniegu i chwycił mróz. Właściciel psa wrócił ze szpitala, pomimo tłumaczenia i beznadziejnej sytuacji nie chciał przyjąć do wiadomości straty. Redaktor naczelna „Głosu”, tak jak właściciel była przekonana, że pies się odnajdzie. Jej sugestia odnosząca się do książki ,,Lassie wróć” przyjęta została z niedowierzaniem i nutką humoru. Właściciel psa codzienne dzwonił do redakcji, obdzwonił ponownie rodzinę, wszystkich znajomych. W końcu zadzwonił na Posterunek Policji w Przemęcie. Kierownik Posterunku aspirant sztabowy Daniel Kudłaszyk początkowo stwierdził, że jest dużo ważniejszych spraw ale poprosił policjantów wyjeżdżających w teren ,aby zwracali uwagę na okolicę. Kolejne dni poszukiwań minęły bez żadnych wiadomości. Właściciel zdesperowany ponownie zadzwonił do Kierownika Posterunku w Przemęcie , który podał mu numery telefonów do okolicznych schronisk i miejsc w których może uzyskać jakieś informacje. To był przełomowy dzień poszukiwań. Zadzwonił telefon ze schroniska z Wielichowa, że podobny pies widziany był przez znajomych w okolicy Kościana. Reakcja właściciela była natychmiastowa, tym bardziej, że zadzwoniła właścicielka posesji na której widziano psa, wyjadającego coś z kompostownika. To było piątkowe popołudnie. Skulony, wychudzony, z kołtunami w futrze, leżał pod płotem -Dragon. Zareagował na głos właścicieli. Jeszcze w drodze do domu zbadał go weterynarz. Szedł z trudem ale po 10 dniach był znowu bezpieczny w domu. Powoli odzyskuje siły. Ta historia znalazła szczęśliwe zakończenie. Nigdy nie dowiemy się dlaczego, pies pobiegł właśnie w tym kierunku i tak daleko od domu. Dowiedzieliśmy się jednak, że mimo wszystko są ludzie, którzy w najmniej spodziewanym momencie ,starają się pomóc. Tak po prostu i bezinteresownie. Dragon wrócił , tak jak Lasie ku radości domowników. Optymistyczna sugestia redaktor naczelnej stała się prawdziwa.


Alina Napieralska
