Słowa te słyszymy często, ale na tym sprawa się kończy. Stale popełniamy te same błędy. Jak dotąd, nic nie wyrządziło na świecie więcej szkód jak człowiek. Mieliśmy okres wiosenny. Wykaszamy trawy w mieście i poza nim. W tym czasie trwa okres godowy większości istot żywych, dlatego powinniśmy zachować spokój. Z wycinką krzaków, koszeniem traw należy się wstrzymać. Tymczasem koszenie trwa czemu towarzyszy straszny hałas. Zastanawiam się dlaczego miotły zostały zastąpione dmuchawami. Chyba niepotrzebnie. Wycinamy krzaki tymczasem tylko w nich przebywają słowiki, które śpiewają na wysokości 1,5-2 m. Kiedy były zarośla na mokradłach, gdzie nie dochodzą koty, słowiki było słychać. Teraz rzadko albo wcale. Nadmierna staranność nie służy wszystkim. Starsi pamiętają zarośla w centrum miasta. Piękna oaza ptaków, gadów i ciszy. Wycięto wszystkie topole, które jakiś ,,mędrzec” nazwał chwastami. A kiedyś były na polach całe szpalery, które zatrzymywały silne wiatry. Kto szedł dookoła Jeziora Berzyńskiego wie, że na całym odcinku jest pustka, żadnej zieleni z wyjątkiem części przy lokomotywowni i liceum. Ale i za to się zabrano. Z wiaduktu niedługo będziemy widzieli Obrę. Suche drzewa mogą stać. To zapasy żywności dla różnych istot. Nie wszystko trzeba udostępniać ludziom, którzy przynoszą ze sobą hałas i śmieci. Trzeba zostawić miejsce w stanie naturalnym. Musi być strefa wysoka, średnia i niska. Mieliśmy na Rynku uroczą sadzawkę, teraz mamy chlapiącą wodę (brudną), którą piją dzieci. To nie jest woda bieżąca. Te fontanny to sztampa, jaka jest w całej Polsce. Powinna być tam tablica, że woda ta nie jest zdatna do użytku. Na przystani od dworca do osiedla były olbrzymie topole z tysiącami szpaków. Wycięto je, bo ponoć były chore. Chodzę tam codziennie. Nie były chore, a nikt normalny w wichurze nie stanie pod drzewami. Przejście tego odcinka, cały czas w cieniu było przyjemnością. Dziś rosną tam małe drzewka i to jeszcze po stronie tej, że nigdy nie rzucą cienia. To samo robimy z cmentarzem. Powoli robi się pustynia. Proszę przejść się po cmentarzu, przy dzisiejszych temperaturach. Wiem, że czasami spadnie jakaś gałąź, żeby zwaliło się drzewo, to rzadkość. A od dziecka pamiętam tę ciszę, powietrze i zapach drzew. Na pustym cmentarzu głos towarzyszący pogrzebom, będzie słyszany dużo dalej. Odbywał się pogrzeb w dzień upalny. Ludzie pouciekali do kaplicy, pod drzewa, ale w pobliżu już nic nie rośnie. Kilka razy posadziłam koło grobów moich bliskich jakieś drzewka. Natychmiast zostały wyrwane. Na ulicy drzewa też ludziom przeszkadzały. Albo podleją słoną wodą, a już na pewno zetną stożek wzrostu, żeby nie rosło za wysoko. A komu i dlaczego to przeszkadza, tego się nie dowiemy. Pewnie lepsze są rolety, niż zielona korona w oknie. Największa nekropolia na świecie, w tym Powązki, gdzie pomniki, to dzieła sztuki, o dziwo cała pod parasolami wysokich drzew. Ale człowiek potrafi wiele zniszczyć. Nawet spadające co roku liście, stanowią problem, bo trzeba je zgrabić. A może nie grabić niech leżą, też jest pięknie. Na pewno ładniej niż na tych łysych cmentarzach. W Anglii do drzew podchodzi się inaczej. Zdarza się, że trzeba było poszerzyć chodnik. Duże drzewo znalazło się na środku chodnika. Nikomu nie przyszło do głowy je wyciąć. Obchodzi się dookoła, a że korzenie wysadzają płyty, trudno, trzeba uważać. Trawniki w parkach wykasza się tylko częściowo. Całe połacie zostają nienaruszone, gdyż stwarzają one bezpieczną ostoję dla borsuków, lisów, wiewiórek itd. Co się tyczy cmentarza, to sprawa jest poważniejsza. Nie mam wątpliwości, że ktoś dąży do całkowitej likwidacji drzew. Wielki obszar będzie kolejną pustynią. Przecież posprzątanie cmentarza raz do roku, to chyba nie tak wielki wysiłek. Każdemu ruch dobrze służy. Te drzewo, które sadzili nasi dziadkowie i pradziadkowie, wreszcie zaczęły nam wadzić. Nie wiem, czy władzy ulegają ludzie, którzy pojęcia nie mają, co dzieje się z Wielkopolską. Ten teren od lat stepowieje. Poziom wód gruntowych jest katastrofalnie niski i będzie się pogłębiał. Meteorolodzy prognozują koniec spokojnych deszczy, tylko nawalne ulewy, które nie nawilżają ziemi tylko spływają do zbiorników. Odra i jej dopływy coraz płytsze i zanikają jeziora. Ale co tam. My wiemy swoje. Proszę pytać fachowców. Można obejrzeć Inowrocław. Przepiękne aleje, pełna nawet dwóch rzędów drzew po każdej stronie. Idzie się ciemnym, chłodnym tunelem. Taka była ulica Poniatowskiego, (wcześniej Hanki Sawickiej). Tego lata przy temperaturze ponad 30 stopni jeszcze pod drzewami można było przebywać. Wyjście na otwarty teren między rozgrzane płyty pomników, to udręka. Nawet małych drzewek nikt nie dosadza. Na pustym terenie, nawet gdy byśmy w przyszłości chcieli posadzić drzewa, będzie to bardzo trudne. Zastanówmy się zanim postawimy gdzieś plac zabaw, w pełnym słońcu, to koszmar dla rodziców czy dziadków. Uczęszczany jest plac w Parku Miejskim i przy Biedronce. Inne obiekty stoją puste. Wydaje mi się, że zbyt mało myślimy o przyszłości, tylko ciągle narzekamy na spadające liście i ptaki, że kraczą. Może wolą komary, myszy i szczury w mieście. Przecież ptaki je niszczą. Opanujmy się, żyjmy w zgodzie z przyrodą, bo bez niej nas tu nie będzie. Chciałabym zaapelować, aby skończyć z masową wycinką pięknych świerków na przystrojenie Wolsztyna na dwa tygodnie okresu świątecznego. Podobno ludzie je, niestety, ofiarują. Dla mnie te udekorowane drzewa to smutny widok. Przecież te drzewa umierają. A można by je posadzić z udziałem dzieci szkolnych. Patrzyłyby, jak ich drzewa rosną razem z nimi. Apelowałam o posadzenie ścieżki dendrologicznej. Szkolna młodzież posadziłaby różne gatunki rodzimych drzew na przykład na ul. Energetycznej. Większość ludzi ich nie zna. Wiemy jak wygląda baobab, ale katalpa, to już może być problem. Te drzewa trzeba byłoby zaopatrzyć w tabliczki z nazwami. Zastanawiam się, dlaczego dość dużym drzewom po posadzeniu, pozwalamy uschnąć. Robi się duże zagłębienie, ale nikt nie podlewa, nawet w okresie długotrwałych suszy. Chciałabym doczekać czasu, kiedy te małe drzewka, dziś sadzone, będą okazałe, ale na to potrzeba dużo czasu. Na mojej ulicy w ubiegłym roku skrócono lipom gałęzie. Widok tych okaleczonych drzew nie był przyjemny. Natomiast efekt takiego działania jest taki, że drzewa natychmiast się bardzo zagęszczają i liści mamy jeszcze raz tak dużo. Do miasta muszę iść dość długą ulicą, w połowie bez drzew i zapewniam, że to nic miłego. Szczerze powiem, nie mam specjalnej pewności, że coś się w mieście poprawi. Życzę wszystkim miłego odpoczynku, w cieniu drzew.







Halina Wiśniewska
