Team to program wyborczy Dariusza Kubaczyka

7 mins read

Rozmowa z panem Dariuszem Kubaczykiem kandydatem do Rady Powiatu z Listy nr 1.

Przypominam sobie naszą pierwszą rozmowę w 2018 roku. Na łamach „Głosu Wolsztyńskiego’ przybliżył pan problemy i działalność Związku Dużych Rodzin, który powstał w 2007 roku. Jako ojciec wielodzietnej rodziny postanowił pan reprezentować w samorządzie także, jak się domyślam, te rodziny.
– Od 2007 r. jestem członkiem Związku Dużych Rodzin. Na początku słuchałem, potem się uczyłem, aby aktualnie móc siebie określić, jako osobę działającą na rzecz rodzin. Co warte podkreślenia – wszystkich rodzin. Duża rodzina, jak soczewka skupia na sobie wiele wyzwań, z którymi na co dzień mierzą się wszystkie rodziny. Na swoim przykładzie mogę podać, że najstarszy syn jest uczniem technikum, na co dzień przebywa w bursie, a najmłodszy właśnie uczy się chodzić. Aktualnie przeżywamy te problemy, które mają rodzice nastolatków, maluszków i dzieci w szkole podstawowej. To daje mi dobrą optykę na sprawy rodzin na różnym etapie funkcjonowania. Ja pragnę zostać radnym, ponieważ chcę zmienić sytuację wszystkich rodzin. Przyjęło się mówić o rodzinie w kontekście problemów socjalnych. Jest to absolutnie fałszywe spojrzenie. To nie jest tak, że w dniu, w którym człowiek zakłada rodzinę staje się biedny i nieszczęśliwy. Biedni są na przekroju całego społeczeństwa i przy prawidłowej polityce państwa i Samorządu, to rodziny są najlepszym rozwiązaniem wielu problemów społecznych. Prawidłowo funkcjonująca rodzina jest remedium na większość bolączek współczesności, począwszy od alkoholizmu i coraz częstszej narkomanii, aż po ogromny problem samobójstw i depresji wśród nastolatków. Rodzina, to również polityka senioralna. Nie istnieją rodziny, które powstały bez dziadków. I osobom starszym należy się na jesieni życia opieka z naszej strony. Polityka rodzinna to również w dużej mierze głos kobiet. Jestem absolutnie pełen podziwu, dla mojej żony, która wykonuje tytaniczną pracę na rzecz wszystkich członków naszej rodziny. Tak samo widziałem moja mamę, która, mimo trudności, jakie jej sprawiałem, codziennie walczyła o moją przyszłość. Dokładnie to samo dotyczy tysięcy mam i babć na terenie naszego powiatu. Tych, których pracy się nie dostrzega. Tych, które o 3.00 w nocy wstają by przytulić dziecko, któremu się coś przyśniło, aby już od 6.00 krzątać się po kuchni szykując śniadanie dla rodziny. Matki, to w Polsce grupa najmniej doceniana. Kiedyś byłem na konferencji naukowej, na której przedstawiano przeróżne wyliczenia wartości pracy kobiet w domu, na tle całej Europy. Niektóre kraje planowały nawet wliczyć wartość tej pracy do oficjalnego PKB. Pamiętam nawet, że była Pani na tyle uprzejmą, żebym mógł właśnie na łamach ,,Głosu” napisać artykuł o tej tematyce. Starając się o miejsce w samorządzie powiatowym chcę być głosem tych wszystkich, którzy ciężko pracując na rzecz całej społeczności, nie są słyszani. Nie mogą chodzić na sesje rady powiatu. Nie mają czasu mówić o problemach, jakie napotykają, ale walczą na co dzień z rzeczywistością. Jak pani widzi jest tego sporo, a nie wspomniałem nawet słowem o polityce socjalnej. Problemy socjalne w rodzinach, przy prawidłowej polityce państwa występują tylko w sytuacji, kiedy rodzina jest dotknięta innymi problemami, jak niepełnosprawność, czy bezrobocie. Wtedy faktycznie istnieje potrzeba wsparcia socjalnego. Chociaż pozwolę sobie przypomnieć, że jeszcze kilka lat temu sytuacja rodzin w Polsce była zgoła odmienna.

Pamiętam odwiedziny w państwa mieszkaniu. Wtedy pańska rodzina była ośmioosobowa. Rozmawialiśmy o państwa ciężkiej sytuacji przed wprowadzeniem 500+. Pracował pan na trzy etaty, by utrzymać rodzinę i większość obowiązków domowych spadała na żonę.
Dokładnie tak. To był dla nas bardzo trudny czas. Jak pani była łaskawa zauważyć pracowałem wtedy w trzech miejscach, ale i to nie wystarczało na zapewnienie normalnego życia. To było bardzo frustrujące dla nas, chociaż i wtedy nie przeszło nam na myśl, żeby zrezygnować z rodziny. Był to czas, w którym już podjęliśmy decyzję o emigracji. Na szczęście, zmieniła się polityka państwa względem dużych rodzin. Wcześniej rodzina wielodzietna, czy wielopokoleniowa była w zasadzie karana. Koszty życia rosły geometrycznie, z każdym nowym członkiem rodziny. Koszty rosły, a państwo absolutnie tego nie zauważało i jedynie załamywało ręce nad przyszłością. Bo demografia, to niestety nauka ścisła. Jeśli nie ma dzieci, nie ma przyszłości dla kraju. Natomiast najlepszym miejscem do funkcjonowania dzieci jest rodzina. To chyba jest stwierdzenie bezsporne. Każdy w Polsce wtedy wiedział, że coś trzeba zrobić, ale to dopiero rodzice, organizując się w Związek Dużych Rodzin (ZDR), byli w stanie zaproponować realne wyjście z sytuacji. Trzeba było wielu konferencji naukowych, wielu spotkań rodzin z ważnymi politykami (wszystkich opcji politycznych), wielu obecności na komisjach sejmowych, aby cokolwiek faktycznie zdziałać. Większość polityki prorodzinnej weszła w życie dzięki Prawu i Sprawiedliwości, ale ZDR działał nieprzerwanie od 2007r. dla dokonania zmian w kraju. Spotkania organizowaliśmy zarówno w Warszawie, jak i w mniejszych miejscowościach.
Zorganizował pan spotkanie dużych rodzin w Wolsztynie. Odbyło się w Szkole Podstawowej nr 1, w którym wzięli udział: minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, ojciec wielodzietnej rodziny, przyszła minister Marlena Maląg, sekretarz stanu Bartosz Marczuk.

-Tak, chociaż powiedzieć, że ja to zorganizowałem jest raczej nadużyciem. Byłem częścią fantastycznej drużyny. Tak duże spotkanie wymaga pracy wielu osób, którym do dzisiaj jestem bardzo wdzięczny i dumny, że mogłem z nimi współpracować. Tak, byli obecni politycy „z pierwszych stron gazet”, ale też politycy mniej znani. Wspomniana pani Maląg, choć nie była wtedy jeszcze ministrem. To był bardzo dobry czas dla Wolsztyna. Byli dziennikarze z mediów regionalnych i krajowych. To było duże wydarzenie, do którego organizacji przyczynił się również dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 pan Mariusz Urban, dzisiaj lider listy powiatowej. Udostępnił pomieszczenia, aby spotkanie mogło dojść do skutku. W ogóle dzięki pracy na rzecz rodzin poznałem wielu fantastycznych ludzi. Niektórych nawet mam przyjemność nazywać przyjaciółmi. Również te znajomości przekonują mnie, że większość polityków chętnie wspiera politykę prorodzinną, jeśli tylko wytłumaczy się w zrozumiały sposób na czym ona polega. Zresztą mam też świadomość, że kontakty, które zdobyłem będą przydatne do pracy w samorządzie. To jest również jeden z powodów dla których postanowiłem wystartować w tych wyborach. Myślę że mogę zdziałać coś dobrego. Zawsze wolałem coś zrobić niż narzekać.
Startując do samorządu ma pan pewnie propozycje ,które chciałby pan przedstawić wyborcom..
– Mam kilka propozycji, które starałem się w uproszczonej formie przedstawić wyborcom na stronie internetowej, stworzonej na potrzeby tych wyborów. Swój program nazwałem- „Powiat Przyjazny Rodzinom”. Zawarłem tam cztery główne punkty, czyli Transport, Edukacja, Akty prawne, Medycyna. W skrócie TEAM. Transport czyli zarówno drogi, parkingi, jak i sprawny transport zbiorowy. To jest plan na lata, bardzo ambitny, ale moim zdaniem do zrealizowania. Edukacja, czyli szkoły średnie, jakże ważne dla przyszłości naszych dzieci. Akty prawne- ten punkt uważam za najważniejszy. Moim zdaniem, należy wprowadzić zasadę, że zanim jakiś akt prawa miejscowego zostanie uchwalony będzie musiał przejść weryfikację, jaki będzie miał wpływ na życie rodzin w naszym powiecie. Jeśli uda się to przeforsować, oznacza to koniec wprowadzania prawa służącego wąskiej grupie interesów. I w końcu medycyna. Brak dyżurów aptek szokuje mnie od wielu lat. Osobiście uważam za skandal, że po leki w święta mieszkańcy Powiat wolsztyńskiego muszą się udawać w dalekie podróże. A co z tymi, którzy nie posiadają samochodu? Należy ich dodatkowo karać za to, że dziecko zachorowało w pierwszy dzień świąt? I drugi temat to oddział dziecięcy. Myślę, że moi koledzy z listy Prawa i Sprawiedliwości nie pogniewają się na mnie, jeśli zdradzę pani, iż wśród kandydatów panuje realne, ogromne oburzenie, że w szpitalu powiatowym nie ma oddziału dziecięcego. Sam mam dziecko z poważną wadą serca i wiem z doświadczenia, że dla takiego malucha transport, nawet medyczny, wiąże się zawsze z zagrożeniem życia. Brak pediatrii jest oburzający. To są podstawowe punkty programu, z którymi startuję, ale tak jak mówiłem w polityce rodzinnej mieści się o wiele więcej. Również polityka senioralna, czy wsparcie kobiet. Jestem gotowy również na tych polach być głosem mieszkańców w samorządzie.
Proszę powiedzieć, jakie wartości dla pana są najważniejsze…
– Niech przemówią fakty. Od początku małżeństwa zgodnie postawiliśmy z żoną na rodzinę. Wielodzietność to nie przypadek, to świadomy wybór i nie przypominam sobie dnia, w którym bym tego żałował. Nie liczę momentów, gdy po raz setny odpowiadam na pytanie ” Dlaczego niebo jest niebieskie?” (śmiech), ale to na prawdę chwilowe załamanie. Pracuję w Zakładzie Linii Kolejowych w Poznaniu od wielu lat, w systemie pracy zmianowej, bardzo lubię kolej, to jedna z moich pasji, ale praca jest dla mnie sposobem na utrzymanie rodziny. Zawsze rodzina ma priorytet. Często to pan w naszych rozmowach podkreślał… Bardzo Pani dziękuję za poświęcony czas. Na koniec proszę 7 kwietnia o głos na nr 7 z listy Prawa i Sprawiedliwości. Uczyńmy wspólnie Powiat Przyjazny Rodzinom.

Tekst sponsorowany

Anna Domagalska

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Poprzedni

Pani Anna startuje do samorządu

Następny

Tropem Wielkanocnych Symboli

Ostatnie z

Niezwykłe zjawisko

W niedzielę, o godzinie 7: 35, mieszkańcy Bucza, po wyjściu z kościoła w Przemęcie, zauważyli niezwykłe