W niedzielę, 13 grudnia 1981 roku wielu z nas obudziło się rano w ,,innym świecie”. Telefony przestały działać, a zamiast ,,Teleranka” na ekranie pojawił się generał Wojciech Jaruzelski, oznajmiając wprowadzenie stanu wojennego. Oto fragmenty zapisków Gertrudy Jazdon z tamtych dni.
Stan Wojenny
13 Grudnia 1981 rok
Z bijącym, obolałym sercem piszę te słowa (…) aby zanotować wydarzenia dnia dzisiejszego – zapisałam
wieczorem, 13 grudnia 1981 roku: Dziś rano sparaliżowała nas wiadomość o wprowadzeniu w naszym kraju stanu wojennego. Ogromne przeżycie. Strach co będzie dalej – wielki niepokój. Słuchamy co godzinę zarządzeń i komunikatów. Telewizja nieczynna, prócz tych urzędowych wstawek, które podają spikerzy w wojskowych mundurach.
W nocy z 12 na 13 grudnia 1981 r. wezwano członków Rady Państwa na posiedzenie, podczas którego nastąpiło zatwierdzenie dekretu o wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego. Przeciw narodowi skierowano około 320 tys. żołnierzy Wojska Polskiego, 350 tys. milicjantów, 65 tys. żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i 20 tys. żołnierzy Wojsk Ochrony Pogranicza. Siłę tę „dzielnie” wspomagały 250-tys. odziały ORMO. Nagle zablokowano połączenia telefoniczne. Internowano (do prawie pięćdziesięciu ośrodków odosobnienia) tysiące działaczy związkowych i politycznych. Zawieszono działalność organizacji społecznych. Wprowadzono godzinę milicyjną. Ograniczono swobodę poruszania się. Zakazano wszelkich strajków i manifestacji. Zmilitaryzowano 140 największych przedsiębiorstw w kraju. (Odmowa wykonania polecenia groziła dużymi sankcjami.) Nad porządkiem i spokojem obywateli czuwała Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego (WRON). Na drogach pokazały się czołgi, transportery opancerzone, wojsko.
14 grudnia 1981 r. – notuję – Nasza „Solidarność”, czyli władze w Zielonej Górze – zdjęte. Nasz prawnik, Podbielski aresztowany. Na kogo teraz przyjdzie kolej? Jaka będzie ta Gwiazdka? Żadnych prezentów dla dzieci, nic nie można kupić. Paliwa do prywatnych samochodów nie sprzedają. Listów na poczcie nie odbierają. Wypłat i wpłat żadnych nie realizują. To wszystko za dużo na moją biedną głowę. Grzesiu dziś nie wrócił z pracy. Ala zmartwiona, co się dzieje z nim. Nic nie wiemy, pełni jesteśmy obaw..
Duży mróz, pada śnieg. Wcześnie rano we wtorek, 15 grudnia przyjechał do nas na motocyklu pan E. Merda z Siedlca. Przywiózł nowe wiadomości. Mówił, że w poniedziałek rano, 14 grudnia, pojechał z Dolatą do Zielonej Góry. Chcieli się dostać do biura Zarządu NSZZ RI „Solidarność”. O godzinie 9.00 wejście było już zamknięte od środka.
Okupacja trwa
Tymczasem w kraju coraz to inne nowości. Paliwa nie ma dla osób prywatnych, godzina milicyjna. Krwawo zakończony strajk w kopalni „Wujek” . Siedmiu zabitych, wśród nich jeden górnik z Cegielska k./ Wolsztyna. „Skowroński przesłuchiwany. To wszystko było do przewidzenia. Szczęście, że się nas nie czepiają. Boję się pisać nawet tu różne szczegóły z dzisiejszych dni, bo i nam może się coś zdarzyć… Wiadomo jesteśmy na „czarnej liście”.
Tymczasem mimo strachu, zagrożenia, niepewności, trzymaliśmy się razem i konspiracja trwała. Odebraliśmy nasz związkowy sztandar z Poznania. Porozumieliśmy się pocztą pantoflową i pewnego dnia późnym wieczorem zebraliśmy się w Siedlcu w mieszkaniu u pp. Merdów. Sztandar leżał rozłożony na tapczanie. Był piękny. Wyhaftowane słowa „ŻYWIĄ I BRONIĄ. CHŁOPOM POLSKIM SZCZĘŚĆ BOŻE.” czytaliśmy z wielkim wzruszeniem. U góry znamienne daty 1791 Konstytucja 3 Maja, 1981 – powstanie „Solidarności”. U dołu 1918 – odzyskanie niepodległości i 1956 – „Poznański Czerwiec”. W środku kłosy przepasane biało-czerwoną wstęgą i orzeł w koronie. Na odwrocie napis: „NSZZ RI GMINA SIEDLEC”. Obok wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej. Staliśmy tak dokoła patrząc jeden na drugiego, wszyscy czuliśmy to samo. Okna były szczelnie zasłonięte. Ktoś zażartował – Tak samo, jak za Hitlera w czasie okupacji…, ale przecież nie pozwolimy się stłamsić. Będziemy działać dalej. Już dostaliśmy sygnał, że trzeba jechać do Magdalenki koło Warszawy. Tam będą „nasi”, pokierują co robić dalej. Wybraliśmy delegatów. Pojedzie Grzesiu Nawracała i Marian Dolata. Będziemy trwać przy Kościele – „Bóg z nami, to któż przeciwko nam?”
Wracaliśmy do domu już radośniejsi, ufni, że jak po nocy zawsze nastaje świt, a po burzy słońce, tak i „Solidarność” kiedyś zwycięży.
Szandar Związkowy jako votum
W swoich zapiskach pani Gertruda przekazała, że Związkowy Szandar Solidarności zostawili na Jasnej Górze, jako tymczasowe votum – ,,bo wierzyliśmy, że kiedyś będzie nam jeszcze służył, ale w wolnej Polsce.
Dokument, podpisali wszyscy uczestnicy naszej pielgrzymki. Wręczyliśmy wraz ze sztandarem ówczesnemu kustoszowi o. Golonce.
Oto tekst: Rolnicy z gminy Siedlec, woj. zielonogórskie (koło Wolsztyna), zrzeszeni w NSZZ RI „Solidarność”, składają u stóp Matki Bożej, patronki naszej organizacji, sztandar związkowy. Składamy go
z wiarą, nadzieją i bezgranicznym zaufaniem, iż za przyczyną naszej Orędowniczki nadejdzie czas wolności
i pokoju. Wtedy odbierzemy sztandar, po to, aby służył nadal naszemu związkowi. Wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej na sztandarze zobowiązuje nas do wierności Bogu i wolnej Ojczyźnie. Przyrzekamy, że NSZZ „Solidarność” w gminie Siedlec zawsze będzie stawała w obronie praw i godności rolnika polskiego. Przybyliśmy do Częstochowy w grupie 50 osób, przedstawicieli 12 wsi gminy Siedlec w dniu 6 września 1982 r., w święto Matki Boskiej Siewnej z okazji 600-lecia obecności Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze. Sztandar pozostał w dobrym miejscu. Uroczystość w Częstochowie podsumował jeden z naszych uczestników. Powiedział: „To było nam tak potrzebne, jak naszej ziemi wody.” (Susza trwa cztery
miesiące.) Byliśmy na kawałku „wolnej Polski”, tak Częstochowę nazwał głoszący homilię biskup z Przemyśla.
Po powrocie, gdy ustały legalne burzliwe zebrania, krzykliwe wypowiedzi i nadzieje na profity z przynależności do związku, niektórzy z dawniejszych zapaleńców – małej wiary, chwiejni i niezdecydowani – zaczęli się powoli wycofywać. Szantażowani przez bezpiekę podpisywali tzw. lojalki, by później, zmuszani do współpracy, trudnić się donosicielstwem. Najbardziej przykre było to, że wśród nich znalazły się osoby bardzo nam bliskie.
Powyższe fragmenty pochodzą ze specjalnego numeru ,,Głosu Wolsztyńskiego” wydanego 4 czerwca 2014 r.
