Rok 2025 jest Rokiem Jubileuszowym, obchodzonym pod hasłem ” Pielgrzymi Nadziei”. Jest to szczególna okazja do nawrócenia, odnowy duchowej i pielgrzymowania do Rzymu, czy innych miejsc świętych w poszukiwaniu nadziei i pokoju w Chrystusie. Na początku czerwca, Mateusz Jaskulski, mieszkaniec Wolsztyna, przebył pieszą pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Mimo wielu przeciwności pod koniec lipca doszedł do celu. Dzisiaj podzieli się swoimi wrażeniami z czytelnikami ,,Głosu Wolsztyńskiego”.
Mateusz Jaskulski ma 21 lat, wczesne lata dziecięce spędził w Kębłowie, obecnie mieszka w Wolsztynie. Mimo wielu obowiązków potrafi znaleźć czas dla Pana Boga. Jest bardzo zaangażowany jako ministrant w życie parafii farnej. Co Cię skłoniło do pielgrzymowania szlakiem Świętego Jakuba? – Skłoniła mnie do tego wiara. Potrzebowałem czasu z Panem Bogiem, bez rozpraszaczy codzienności. Potrzebowałem trochę więcej przestrzeni do modlitwy, ciszy i refleksji. Chciałem też pokazać, że wiara to nie tylko słowa, ale konkretna droga – dosłownie i duchowo. Dla mnie ta wędrówka miała być formą pielgrzymki, ofiary i zawierzenia. Proszę przybliż nam Twoją pielgrzymią drogę. – Moja pielgrzymka rozpoczęła się we francuskim miasteczku Le Puy-en-Valey, a zakończyła w Santiago de Compostela. To lekko ponad 1500 kilometrów, przez góry, wioski, miasta. Szedłem samotnie, ale tak naprawdę nigdy nie byłem sam – spotykałem ludzi z całego świata, ale przede wszystkim towarzyszył mi Bóg. Droga była wymagająca fizycznie – czasem ból nóg, zmęczenie, deszcz, upał – ale jeszcze bardziej była to walka wewnętrzna: z własnymi myślami, słabościami, zwątpieniami. I właśnie w tym było jej piękno. Każdy dzień zaczynałem w ciszy, często modlitwą. Czasem był to różaniec, czasem po prostu rozmowa z Bogiem w sercu. Nie szedłem, żeby coś „udowodnić” – szedłem, żeby się wyciszyć, żeby słuchać. Po drodze dziękowałem, rozeznawałem, oddawałem intencje, które niosłem ze sobą.
Przeżyłem wiele spotkań – z ludźmi, którzy podzielili się ze mną swoim życiem, wiarą, wątpliwościami. I zauważyłem, że nie chodzi o to, kto skąd jest, ale dokąd zmierza. Dotarcie do Santiago było radością, ale też zrozumiałem, że ta droga tak naprawdę dopiero się zaczyna. Opowiedz o najtrudniejszych momentach, które przeżyłeś w czasie drogi… – Najtrudniejsze były chwile, kiedy ciało odmawiało posłuszeństwa – ból nóg, ból kolan, pęcherze, zmęczenie. Ale największym wyzwaniem była samotność i cisza, która konfrontowała mnie z własnymi myślami. To wtedy najwięcej modliłem się „bez słów” – po prostu trwając i prosząc Pana Boga o siłę. I On mi ją dawał. Jakie jest twoje spojrzenie na życie i świat po przebyciu tej wędrówki? – Zrozumiałem, jak niewiele naprawdę potrzebuję, by być szczęśliwym: czystej wody, prostego jedzenia, suchych butów, ludzkiego uśmiechu, Bożej obecności. Zobaczyłem, że życie to nie wyścig, tylko droga – a najważniejsze to nie tempo, ale kierunek. I to, z kim tę drogę przechodzę – a przede wszystkim, czy idę z Bogiem. Camino* nauczyło mnie wdzięczności za rzeczy oczywiste: że mam gdzie spać, co jeść, że mogę chodzić. Ale też nauczyło patrzeć głębiej, słuchać drugiego człowieka. Po tej wędrówce widzę świat jako miejsce pielgrzymki – nie do sukcesu, nie do wygody, ale do głębi prawdy o sobie. I każdego dnia staram się tę pielgrzymkę kontynuować – już nie na szlaku, ale w codziennym życiu. Czy wcześniej pieszo pielgrzymowałeś do jakichkolwiek świętych miejsc? – Tak, pielgrzymuję od dziecka. Od 6 roku życia co roku idę pieszo z Warszawy na Jasną Górę – to dla mnie tradycja, ale też coś znacznie więcej: modlitwa i wspólnota.
Pielgrzymka na Jasną Górę nauczyła mnie, że droga może być modlitwą. Że pielgrzymowanie to nie tylko cel, ale sposób życia – i zaufania Bogu dzień po dniu. Camino było kolejnym krokiem – dłuższym, bardziej samotnym, ale też bardziej kontemplacyjnym. Jasna Góra dała mi fundament, a Camino pogłębiło to, co zaczęło się wiele lat wcześniej – moją wiarę, wdzięczność i pragnienie bycia w drodze z Panem Bogiem. Bardzo się cieszę, że tyle dobrego ta pielgrzymka wniosła w twoje życie. Życzę ci dalszych sukcesów. Dziękuję za rozmowę.








Piotr Kubala
Od red . * Camino to po hiszpańsku „droga”
