Pielgrzym Nadziei

/
3 mins read

Rok 2025 jest Rokiem Jubileuszowym, obchodzonym pod hasłem ” Pielgrzymi Nadziei”. Jest to szczególna okazja do nawrócenia, odnowy duchowej i pielgrzymowania do Rzymu, czy innych miejsc świętych w poszukiwaniu nadziei i pokoju w Chrystusie. Na początku czerwca, Mateusz Jaskulski, mieszkaniec Wolsztyna, przebył pieszą pielgrzymkę do Santiago de Compostela. Mimo wielu przeciwności pod koniec lipca doszedł do celu. Dzisiaj podzieli się swoimi wrażeniami z czytelnikami ,,Głosu Wolsztyńskiego”.

Mateusz Jaskulski ma 21 lat, wczesne lata dziecięce spędził w Kębłowie, obecnie mieszka w Wolsztynie. Mimo wielu obowiązków potrafi znaleźć czas dla Pana Boga. Jest bardzo zaangażowany jako ministrant w życie parafii farnej. Co Cię skłoniło do pielgrzymowania szlakiem Świętego Jakuba? – Skłoniła mnie do tego wiara. Potrzebowałem czasu z Panem Bogiem, bez rozpraszaczy codzienności. Potrzebowałem trochę więcej przestrzeni do modlitwy, ciszy i refleksji. Chciałem też pokazać, że wiara to nie tylko słowa, ale konkretna droga – dosłownie i duchowo. Dla mnie ta wędrówka miała być formą pielgrzymki, ofiary i zawierzenia. Proszę przybliż nam Twoją pielgrzymią drogę. – Moja pielgrzymka rozpoczęła się we francuskim miasteczku Le Puy-en-Valey, a zakończyła w Santiago de Compostela. To lekko ponad 1500 kilometrów, przez góry, wioski, miasta. Szedłem samotnie, ale tak naprawdę nigdy nie byłem sam – spotykałem ludzi z całego świata, ale przede wszystkim towarzyszył mi Bóg. Droga była wymagająca fizycznie – czasem ból nóg, zmęczenie, deszcz, upał – ale jeszcze bardziej była to walka wewnętrzna: z własnymi myślami, słabościami, zwątpieniami. I właśnie w tym było jej piękno. Każdy dzień zaczynałem w ciszy, często modlitwą. Czasem był to różaniec, czasem po prostu rozmowa z Bogiem w sercu. Nie szedłem, żeby coś „udowodnić” – szedłem, żeby się wyciszyć, żeby słuchać. Po drodze dziękowałem, rozeznawałem, oddawałem intencje, które niosłem ze sobą.
Przeżyłem wiele spotkań – z ludźmi, którzy podzielili się ze mną swoim życiem, wiarą, wątpliwościami. I zauważyłem, że nie chodzi o to, kto skąd jest, ale dokąd zmierza. Dotarcie do Santiago było radością, ale też zrozumiałem, że ta droga tak naprawdę dopiero się zaczyna. Opowiedz o najtrudniejszych momentach, które przeżyłeś w czasie drogi… – Najtrudniejsze były chwile, kiedy ciało odmawiało posłuszeństwa – ból nóg, ból kolan, pęcherze, zmęczenie. Ale największym wyzwaniem była samotność i cisza, która konfrontowała mnie z własnymi myślami. To wtedy najwięcej modliłem się „bez słów” – po prostu trwając i prosząc Pana Boga o siłę. I On mi ją dawał. Jakie jest twoje spojrzenie na życie i świat po przebyciu tej wędrówki? – Zrozumiałem, jak niewiele naprawdę potrzebuję, by być szczęśliwym: czystej wody, prostego jedzenia, suchych butów, ludzkiego uśmiechu, Bożej obecności. Zobaczyłem, że życie to nie wyścig, tylko droga – a najważniejsze to nie tempo, ale kierunek. I to, z kim tę drogę przechodzę – a przede wszystkim, czy idę z Bogiem. Camino* nauczyło mnie wdzięczności za rzeczy oczywiste: że mam gdzie spać, co jeść, że mogę chodzić. Ale też nauczyło patrzeć głębiej, słuchać drugiego człowieka. Po tej wędrówce widzę świat jako miejsce pielgrzymki – nie do sukcesu, nie do wygody, ale do głębi prawdy o sobie. I każdego dnia staram się tę pielgrzymkę kontynuować – już nie na szlaku, ale w codziennym życiu. Czy wcześniej pieszo pielgrzymowałeś do jakichkolwiek świętych miejsc? – Tak, pielgrzymuję od dziecka. Od 6 roku życia co roku idę pieszo z Warszawy na Jasną Górę – to dla mnie tradycja, ale też coś znacznie więcej: modlitwa i wspólnota.
Pielgrzymka na Jasną Górę nauczyła mnie, że droga może być modlitwą. Że pielgrzymowanie to nie tylko cel, ale sposób życia – i zaufania Bogu dzień po dniu. Camino było kolejnym krokiem – dłuższym, bardziej samotnym, ale też bardziej kontemplacyjnym. Jasna Góra dała mi fundament, a Camino pogłębiło to, co zaczęło się wiele lat wcześniej – moją wiarę, wdzięczność i pragnienie bycia w drodze z Panem Bogiem. Bardzo się cieszę, że tyle dobrego ta pielgrzymka wniosła w twoje życie. Życzę ci dalszych sukcesów. Dziękuję za rozmowę.

Piotr Kubala
Od red . * Camino to po hiszpańsku „droga”

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Poprzedni

Rozliczenia PIT za 2024 rok

Następny

Złoty jubileusz małżeństwa

Ostatnie z

Niezwykłe zjawisko

W niedzielę, o godzinie 7: 35, mieszkańcy Bucza, po wyjściu z kościoła w Przemęcie, zauważyli niezwykłe