Nieczułe serca mieli mieszkańcy niewielkiej wsi w pobliżu Wolsztyna, w Wielkopolsce. Dbali tyle o siebie, potrzeb innych zupełnie nie dostrzegali. Dźwięk pieniądza rozjaśniał im twarze, prośba biedaka nie docierała do ich uszu. Aż zjawił się kiedyś we wsi staruszek drogą zmęczony.
Chodził od domu do domu, kołatał do drzwi, o kącik na noc prosił, o strawę najskromniejszą, ale jego prośby nie trafiały do twardych serc. Opuścił staruszek nie gościnną wieś w stronę lasu ruszył.
Po drodze trafił na biedną chałupinkę, stojącą z dala od wsi. W chatce mieszkała wdowa z trojgiem dzieci, drzwi gościnnie otworzyła i do ubogo zastawionego stołu zaprosiła. Staruszek dziękując za gościnę obiecał wdowie, że praca, którą po jego odejściu rozpocznie, pomyślnie się skończy. Szyła koszulki dla dzieci, a płótna zamiast ubywać przebywało. Wieść o tym dziwnym zdarzeniu szybko dotarła do wsi.
Jedna z najbogatszych gospodyń we wsi dogoniła staruszka i poprosiła go do swojego domu. Ten podziękował kobiecie i obiecał to samo co poprzednio. Uradowana gospodyni po powrocie do domu zaczęła liczyć i myć pieniądze wierząc, że się rozmnożą.
Wówczas woda zaczęła strumieniami spływać do koszyczka. W końcu zmieniła się w rwącą rzekę i zalała domy chciwych gospodarzy. Ocalała jedynie chatka biednej wdowy.
Dziś na miejscu zatopionej wsi znajduje się jezioro nazywane kiedyś Świętym. Wierzono bowiem, że ten kto wynagrodził litościwą wdowę, a pokarał bezdusznych i chciwych na pewno przez Niebiosa został zesłany.
M. Orłoń „Legendy i podania”