Okres wakacyjny zazwyczaj sprzyja, by odłożyć sprawy, które nas bulwersują, ale nie zawsze się to udaje, ponieważ ,,rzeczywistość skrzeczy”. W czerwcu, w centrum Berlina postawiono kamień mający upamiętnić Polaków – ofiary II wojny światowej. Przypomniałam sobie, obserwując tę uroczystość odsłonięcia kamienia, że rzeczywiście w Warszawie „ pozostał kamień na kamieniu”. Niemcy po Powstaniu Warszawskim podpalali pozostawione jeszcze w całości kamienice. Na początku wojny zburzyli Zamek Królewski a Pałac Saski w 1944 roku. W „Głosie Wolsztyńskim publikowaliśmy wspomnienia mieszkańców Wolsztyna, powiatu wolsztyńskiego . wygnanych przez Niemców z własnych domów, gospodarstw, a także tych ,którzy przeżyli piekło w obozach koncentracyjnych. W 1998 roku rozmawiałam z panem Karolem Rogozińskim. Opowiedział swoją wojenną historię. Mieszkał w Nowym Widzimiu. W 1941 roku Niemcy aresztowali jego rodziców, by potem przewieźć do więzienia w Grodzisku. Stanął w ich obronie (pięcioro dzieci było w domu) i wtedy Niemcy zabrali go do Grodziska, a potem przenieśli go do Fortu VII w Poznaniu. Po sześciu tygodniach trafił do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu (Auschwitz). Na ręce wypalono mu numer 136 086. Pan Karol powiedział mi. „Bili przy bramie potem, jak ktoś zemdlał z beczki polewali wodą, ocucili i znowu bili. Najtrudniej było w Buchenwaldzie. Pracowałem w kamieniołomach. Najgorszą chwilę, jaką pamiętam, to powieszenie 12 więźniów za to, że kolejka się potrzaskała kiedy kamienie wywozili. Za to ,że jakiś więzień uciekł staliśmy całą noc. Ludzie codziennie umierali za ciężka była praca i panował głód. Niektórzy wyrywali oset by korzonki zjeść. Jedli też złapane żaby, potem chorowali i mieli biegunki. Te młode esesmanki były najgorsze. Starzy Wehrmachtu to czasem po kryjomu skórki od chleba dawali albo papierosa. Na cały dzień dawali jeden chleb i zupę z obierek kartofli albo kasztanów. Jak Amerykanie wkroczyli, to się okazało, że Niemcy zatruli chleb i gdyby zdążyli go nam dać byłoby po nas. W ostatni dzień ważyłem 23 kg dziś .„
W 1998 roku pan Karol Rogoziński miał 83 lata. Na spotkaniu w Nowej Dąbrowie odebrał z rąk burmistrza Janusza Słomińskiego medal do którego dołączony był dyplom uzasadniający przyznanie go „ Były więzień obozów koncentracyjnych od 1942 do 1945 roku w dowód uznania za poniżenie, cierpienie, wykazany patriotyzm”. Dziś, gdy świadkowie tych tragicznych lat wojennych nie żyją, stara się przykryć czyny okupantów. Wystawa w Muzeum Gdańska pod tytułem „Nasi chłopcy” przedstawiająca chłopców wcielonych z Pomorza do Wehrmachtu ma ukazać, że to i Polacy tam służyli.
Nasi chłopcy, jak wiemy z historii walczyli z wrogiem , którego wówczas nazywali Niemcami a nie jak dzisiaj nazistami. To nasi chłopcy należeli do Armii Krajowej, walczyli w Powstaniu Warszawskim , którego 81. rocznicę obchodzić będziemy pierwszego sierpnia. Wspomniana wystawa w Muzeum Gdańska oburzyła wiele osób, polskich patriotów. Natomiast z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku zniknęły takie postaci jak święty Maksymilian Kolbe, Witold Pilecki i Rodzina Ulmów. Warto pamiętać o zbiorowych egzekucjach dokonanych przez Niemców w Piaśnicy, które rozpoczęły się już pod koniec października 1939 roku. W zeszłym roku zwiedziłam były obóz koncentracyjny Stutthof w Sztutowie (położony 36 kilometrów od Gdańska). Dobre układy z sąsiadami powinny polegać na uszanowaniu pamięci a nie zakłamywaniu historii.
Anna Domagalska
