Uratowały Żydówkę prowadzoną w Marszu Śmierci

3 mins read

W 1998 roku mecenas Antoni Kut w artykule ,,Uznanie dla ludzkiej odwagi” przedstawił losy Żydówek prowadzonych w Marszu Śmierci. Jedną z nich uratowały dwie Polki. W 2019 roku opublikowaliśmy także zdjęcia z pogrzebu Żydówek w Wolsztynie. Poniżej wspomniane artykuły.

12 stycznia 1945 roku ruszyła znad Wisły zimowa ofensywa Armii Radzieckiej, która w błyskawicznym tempie przesuwała linię frontu do międzywojennej granicy polsko-niemieckiej.
Zgodnie z rozkazem Reichsfuhrera SS Himmlera, żaden więzień obozu koncentracyjnego nie powinien wpaść żywy w ręce wroga. Stąd podpalenie budynków wraz z więźniami w Radogoszczy i Zabikowie. Wkrótce w strefie bezpośredniego zagrożenia znalazła się filia obozu Gross Rosen w pobliżu miasta Wschowy. Więzione tam kobiety, w większości czeskie Żydówki przywiezione z Oświęcimia wykorzystywano do prac w tamtejszym majątku rolnym oraz przy budowie umocnień wojskowych. Nieludzkie warunki bytowania, zmierzające do fizycznego wyniszczenia sprawiły, że znaczna liczba więźniarek nie była zdolna do kontynuowania marszu ewakuacyjnego podjętego w dniu 22 stycznia 1945 roku. Toteż, gdy tragiczny pochód zbliżał się do miejscowości Spokojna, odłączono od niego osoby chore i najsłabsze. Według konwojentów, miały być skierowane do najbliższego szpitala. Zawieziono je do lasu i rozstrzeliwano szóstkami nad otwartym dołem. Wśród jednej szóstki znalazła się trzydziestoletnia Waleria Straussowa z Pragi Czeskiej. Gdy oddano salwę upadła na wznak, podobnie jak jej towarzyszki. Na szczęście kula trafiła ją w okolicy obojczyka. Rana nie była śmiertelna. Wykorzystała odejście oprawców po następną szóstkę i wyczołgała się spod martwych ciał koleżanek. Ukryła się za drzewami. Pierwszą noc spędziła w pobliskim stogu słomy. W następną przedzierała się przez las i nad ranem dotarła do miejscowości Wijewo. Zapukała do drzwi najbliżej położonej zagrody. Drzwi otworzyła jej Maria Wojciech, którą głęboko doświadczyła wojna. Od ponad czterech lat jej mąż był więźniem Oświęcimia (Auschwiz). Zobaczyła wynędzniałą, zakrwawioną kobietę, z ostrzyżoną głową w letnim lichym odzieniu, mimo panujących mrozów. Maria Wojciech nie zawahała się. Udzieliła jej schronienia i pomocy. Ubrała ją w ciepłą odzież i nakarmiła. Mogła jej pomóc przebywająca u rodziny siostra zakonna Jadwiga Wojciechowska. Za zgodą siostry Jadwigi po zapadnięciu zmierzchu zawiozła do niej chorą otuloną kocem na sankach. 30 stycznia 1945 roku do Wijewa wkroczyły pierwsze jednostki Armii Radzieckiej. Stan byłej więźniarki Walerii Straussowej wymagał dalszego leczenia. Przy pomocy siostry zakonnej Jadwigi Wojciechowskiej oraz miejscowego sołtysa umieszczono ją w szpitalu w Wolsztynie, gdzie przebywała przez kilka tygodni. O tym, że była leczona troskliwie w Wolsztynie, zeznała w 1977 roku przed Sądem Miejskim w Pradze. W 1946 roku dokonano ekshumacji śmiertelnych szczątków więźniarek zamordowanych w miejscowości Spokojna w dniu 1 listopada tego samego roku. Ich trumny wspólnie z trumnami polskich ofiar hitlerowskiego terroru wystawiono na wolsztyński Rynku, a obok nich stanęły warty harcerzy i ocalonych więźniów obozów koncentracyjnych. Po manifestacji i nabożeństwie żałobnym, w których wzięły udział wszystkie pokolenia miejscowego społeczeństwa, odbył się pogrzeb ofiar na miejscowym cmentarzu. Spoczęli we wspólnej mogile. Dzięki wolsztyńskiej organizacji kombatanckiej, stanął na cmentarzu okazały pomnik dzieła artysty Ryszarda Skupina z Poznania. Tymczasem szlachetny i odważny czyn obu Polek, stanowiący w relacji hitlerowskiego prawa, jedno z ciężkich przestępstw zagrożonych karą śmierci, stałby się najprawdopodobniej reliktem zapomnianej historii. Przypadek po prostu sprawił, że stało się inaczej. Kiedy bowiem w roku 1995 przeglądałem w Zielonej Górze materiały dotyczące zbrodni hitlerowskich na terenie byłego powiatu wolsztyńskiego natrafiłem na teczkę z napisem „Zbrodnia w Spokojnej”. Zainteresowałem się nią, gdyż w początkach powojennego czasu miejscowość ta wchodziła w skład naszego powiatu. W szczególny sposób zaciekawiła mnie treść protokołów z zeznaniami Walerii Straussowej przed Sądem Miejskim w Pradze, w roku 1977 i Marii Wojciech oraz Jadwigi Wojciechowskiej przed Prokuratorem w roku 1970. W rezultacie doszedłem do przekonania, że obie Polki zasługują na wyróżnienie medalem (Sprawiedliwy wśród Narodów Świata). Niestety, zakonnica Jadwiga Wojciechowska już nie żyła. Dlatego moje pisemne wystąpienie do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Zielonej Górze, w styczniu 1995 roku objęło tylko panią Marię Wojciech (obecnie 84 -letnią kobietę) trzyletnie postępowanie wyjaśniające zakończyło się sukcesem w dniu 27 listopada 1997 roku Instytucja Pamięci w Jerozolimie przyznała pani Marii Wojciech tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata za pomoc, którą okazała Żydom w czasie II wojny światowej wraz z medalem i dyplomem. Jej imię i nazwisko zostanie wyryte na ścianie honorów, która znajduje się wiatrvashem w Jerozolimie.

Głos Wolsztyński nr 9/156/1998 Antoni Kut

W 2019 roku ukazał się artykuł, który poniżej także przypominamy.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Poprzedni

Aplikacja mobilna e-Urząd Skarbowy dostępna na smartfonach

Następny

Zima za oknem…

Ostatnie z

Niezwykłe zjawisko

W niedzielę, o godzinie 7: 35, mieszkańcy Bucza, po wyjściu z kościoła w Przemęcie, zauważyli niezwykłe