21 i 22 stycznia to dni poświęcone Babciom i Dziadkom. W tych dniach pewnie większość z nas wspomina swoje babcie czy dziadków, choć dzisiaj także są już nimi. Niestety, nie poznałam swoich dziadków, ponieważ zmarli przed moim narodzeniem.
34 lata temu opublikowałam w „Głosie Wolsztyńskim” wspomnienie o mojej Babci. Dziś, czytając je, uświadomiłam sobie, że ten Jej portret był niepełny.
Pisałam wtedy między innymi że ,,Babcia była bardzo życzliwa niezwykle gościnna, zawsze znalazła coś, na poczęstunek, co udało się schować przed domownikami. Dzięki babci poznałam swojego pradziadka, który znał na pamięć ,,Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza i recytował go podobno wspaniale”.
Dziś podkreślam, czego wtedy nie napisałam, że Babcia (nazywana przez nas Babusią) była bardzo dzielna. Musiała się zmierzyć z trudnościami dnia codziennego. Jej matka umarła przy porodzie brata. Ojciec ożenił się po raz drugi. Nie miała łatwo. Pociechę znajdowała w modlitwie przy kapliczce zdobionej przez nią kwiatami.
Babcia późno wyszła za mąż ponieważ, jak pisałam w 1990 roku, ojciec był przeciwny wybrankowi. Uważając że to ,,suchotnik”, a tymczasem dożył prawie stu lat. Starających się o rękę babci było kilku, ale Babcia o zamojśćpójściu nie chciała słyszeć. Jej ojciec niepokoił się o los jedynaczki (brat zmarł w młodym wieku). Któregoś wieczoru poprosił córkę, aby przyrzekła, że w razie jego śmierci wyjdzie za mąż za pana Romana, którego oświadczyny parę miesięcy temu odrzuciła. Tej nocy ojciec zmarł, a Babcia dotrzymała przyrzeczenia i wyszła za mąż.
Mieli czworo dzieci. Niestety, Babcia wcześnie owdowiała. Została sama z żoną ojca i musiała zarządzać majątkiem. Była bardzo dzielna, wykształciła dzieci, którym dopiero, gdy dorosły wyjawiła, że ich babcia nie była jej matką.
Podczas II wojny światowej dała schronienie wygnanemu na Kielczczyznę małżeńtwu z Poznania. Wspomagała znajomych z Warszawy, którzy przyjeżdżali po żywność.
Babcia Leokadia, z którą na studiach mieszkałam w Poznaniu, często mi powtarzała, że ,,trzeba się dzielić nawet jagodą”. A Babcia zawsze się dzieliła. Podkreśliła, że w czasie okupacji nie zabrakło im masła, choć tak wielu ludziom nasza rodzina pomagali. Posiadłość Babci był także przystankiem dla działalności AK, w której działał mój ojciec.
Każde odwiedziny mojej koleżanki nie obyły się bez poczęstunku przygotowanego przez moją Babcię.
W mojej rodzinie Babcia zajmowała ważne miejsce. Zawsze siadała na głównym miejscu przy stole, a my nie siadaliśmy wcześniej zanim ona nie usiadła. Nie odchodziliśmy od stołu zanim Babcia nie wstała. Pozostały mi też w pamięci chwile poobiednie, gdy wszyscy z Babcia siadali do gry w loteryjkę. Dla nas, dzieci, była to wielka uciecha.
Każdy z nas tworzy swój świat, każdy z nas zapisuje w pamięci różne wspomnienia. Najważniejsze było to, że w naszej rodzinie rozmawialiśmy ze sobą i był na to czas. I tak znów przedstawiłam niepełny portret mojej Babci bardzo dzielnej, odważnej kobiety.
Anna Domagalska
PS. Na zdjęciu moja Babcia z dziećmi – moją mamą i wujkiem
