RODACY!
Rok temu byliście świadkami wypadków, które zadecydowały o losie waszym i waszego miasta oraz okolicy, wypadków ważnych i z dawna oczekiwanych.
Zdobyliście się na czyn wielki, chociaż ryzykowny i w Imię Boga i Jego Sprawiedliwości stawiliście czoło swemu tyranowi-zawziętemu wrogowi i ciemiężcy.
Nic was nie odstraszyło od tego kroku, odżył w was ten duch, który więziony dotychczas oczekiwał spokojnie ostatecznego wyroku wreszcie zbuntował się i wszystkich sił zdobył, by osłabionemu już olbrzymowi wydrzeć gwałtem zagrabioną ziemię swoją, a swoją brać w nieludzkich sposób gwałconą, obdarzyć upragnioną swobodą. Przeciwko temu oprawcy sprzysiągł się
w końcu cały świat kulturalny i wydał nań sąd słuszny i sprawiedliwy, zadał temu smokowi cios, który aczkolwiek nie powalił go zupełnie, jednak ubezwładnił na długie czasy.
Nic dziwnego, że ten nigdy nienasycony potwór – dzisiaj jeszcze, choć zdruzgotany na ciele i duchu wyciąga swoje ramiona, by choć część odebranej mu zdobyczy odzyskać z powrotem.
Leży to w naturze jego zawsze niezadowolonej, która zastosowała szczególnie względem nas, jak najostrzejsze i najdalej idące środki w kierunku ucisku i tyranii.
Na jak słabych kruchych podstawach budował nasz wróg obietnice, a przede wszystkim w ostatniej zawierusze wojennej ku pozyskaniu naszego żywiołu dla swoich własnych celów, mieliśmy sposobność przekonać się o tem niejednokrotnie.
Dzisiaj wróg nasz słaby i zniedołężniały, lecz ustawicznie musimy zwracać się w jego stronę i śledzić każdy ruch jego, jako stałego naszego wroga ze strony, którego zawsze zagrażać nam będzie niebezpieczeństwo. Obowiązkiem zresztą naszym najświętszym jest bronić naszej Ojczyzny przed każdym wrogiem i kochać tak, jak ją kochali ci, którzy już życie dla niej oddali. Idźmy ich śladami i przypominajmy sobie często ich czyny szlachetne – które chlubą okryły ich, a Ojczyźnie ulżyły w niedoli. Nie sięgajmy daleko pamięcią w przeszłość, ale odtwórzmy w swojej wyobraźni obraz walk, które waszemu miastu przyniosły oswobodzenie i nadały wyraz czysto polski.
Walki wspomniane, dotyczące waszego powiatu, wywołane jedynie prowokacją wroga- rozpoczęły się dopiero 3 stycznia zeszłego roku. Wprowadzony do Wolsztyna 30 grudnia 1918 roku „Grenzschutz” zajął dzisiejszy lazaret,? gdzie pod osłoną Czerwonego Krzyża urządził i umieścił głównie swoje biura. Postępowanie jego było oburzające. Wybryki tego barbarzyńcy jawne i szorstkie z natury – drażniły mieszkańców miasta w wysokim stopniu i powodowały rozgoryczenie, które jak na innem miejscu wspomnę, musiały wywołać reakcję. Umieszczenie na wstępie w miejscach otwartych armatek (dwie przed lazaretem, a dwie przed dworcem) i karabinów maszynowych na balkonie gmachu pocztowego, który krótko przedtem zajęto, było pierwszą prowokacją.
Niemniej drażniły ludność naszego miasta częste przejażdżki uzbrojonych teutonów po ulicach miasta, trwające od 31 grudnia 1918 roku do 5 stycznia 1919 roku, w którym to czasie przeprowadził nieprzyjaciel rewizję w pałacu wolsztyńskim, w kościele i na probostwie. W tych miejscach bowiem spodziewał się znaleźć ukrytą broń. Spotkał go jednak zawód. W tym samym czasie nastąpiło na rozkaz jego rozwiązanie Rady Żołnierskiej, w której skład wchodziło oprócz Niemców trzech Polaków. Szykanowanie obywateli przez oficerów niemieckich przy aparatach telefonicznych, rozpędzanie zebranych na nabożeństwo ludzi przed bramą kościoła parafialnego, dla braku miejsca w kościele, wszystko to składało się na coraz większe gorączkowanie się prześladowanych mieszkańców. W międzyczasie zbierał wróg kolonistów, zaopatrzył ich w broń i odbywał z nimi ćwiczenia na Jeziorze Berzyńskim. Następstwem tego zachowania się Grenzschutzu, były pierwsze walki w Rakoniewicach pod wieczór w dniu 3 stycznia. Mała garstka powstańców stawiła opór nieprzyjacielowi, którego z Rakoniewic wyparła.
Trzy naprędce zorganizowane oddziały ruszyły śladem wroga, względnie jeden z nich posunął się za nim pod Gościeszyn, inne dwa ruszyły w kierunku Rostarzewa na pomoc Wolsztynowi, gdzie przyszło wkrótce do walk. Stało się to 5 stycznia o godzinie 6:1/2 rano. Powstańcami licho uzbrojonymi dowodził Kazimierz Zenkteler z ramienia Naczelnej Rady Ludowej. Liczba ich była jeszcze bardzo szczupła podczas, gdy wróg posiadał, prócz piechoty, dobrze wyćwiczoną artylerię i oddział kawalerii wspierany w dodatku przez tutejsze władze kolejowe. Mimo to w trzech godzinach powstańcy oczyścili z nieprzyjaciół znaczną część miasta. W walce tej stracił nieprzyjaciel majora i wielu innych. Wobec niepowodzenia pomyślał wróg o posiłkach. W tym celu bezpośrednio po ostatniej walce o godzinie 9 rano wysłał umyślny pociąg w stronę Celichowy i Nowej Soli po posiłki. Zamiar ten udaremnili jednak okoliczni włościanie, którzy w porę zerwali tor kolejowy. O godzinie 9 rano Grenzchutz pierwszy zaproponował powstańcom zawieszenie broni, czas ten prawdopodobnie chciał uzyskać na gromadzenie posiłków. Na mocy wspólnego porozumienia się wszczęto rokowania, które trwały do godziny 3 ½ po południu. Obie strony cofnęły się za przestrzeń neutralną położoną pomiędzy soborem protestanckim a ulicą Rzeczną. O godzinie 3 ¼ odczytano ludowi treść pertraktacji, która wywołała powszechne niezadowolenie. To też, gdy nagle padły niespodziewane przedwczesne strzały, ze strony Grenzsutzu, lud poczytując fakt ten za wyraźne lekceważenie umowy czyli zerwanie zawieszenia – całą siłą uderzył na swych prześladowców, a skutek był nadspodziewany.
Wróg sromotną poniósł klęskę straciwszy wtedy 3 kompletne armaty, blisko 600 karabinów ręcznych i kilka kulomiotów oraz wiele materiału ludzkiego, cofnął się w popłochu. Powstańcy stracili jednego tylko żołnierza Antoniego Przybylskiego z Jurkowa.
Bezpośrednio po ostatniej walce wywieszono w mieście po raz pierwszy chorągwie o barwach narodowych.
(fragment Jednodniówki autorem której był K. Lach).
Całość – opublikowano w ,,Głosie Wolsztyńskim” nr 1/1992
