Cenzura zabroniła pisania ks. przed nazwiskiem

/
3 mins read

W lipcu 1990 roku w ,,Głosie Wolsztyńskim” opublikowałam wypowiedź pana Floriana Antkowiaka z Wolsztyna, więźnia obozów koncentracyjnych Dachau, i Gusen – Mauthausen.

Dziś po 33 latach słowa pana Antkowiaka wydają się jakże wymowne. Przypominam je, by młodzi ludzie poznali historię opowiedzianą przez świadków tamtych okupacyjnych lat.
Florian Antkowiak aresztowany był w Wolsztynie przez Gestapo 16 maja 1940 roku.
Zawsze podkreślał, że cudem ocalał z piekła obozu koncentracyjnego, którego wyzwoliła armia USA.

W latach 1957/ 58 pisał na łamach ówczesnego ,,Głosu Wolsztyńskiego” (wydawanego w PRL-u do początku lat 70 XX wieku(. Zatytułował je ,,Daleko od Wolsztyna”. W pewnym momencie przestał pisać swoje przeżycia z obozu koncentracyjnego w Dachau i Gusen, Mauthausen. Dlaczego? Tak, już na naszych łamach ,, Głosu” wyjaśnił:

,,Niełatwo było pisać prawdę w w czasach stalinowskiego terroru, bo prawda raziła ówczesną władzę i cenzura nie przepuszczała połowy prawdy, która odnosiła się do tortur zadawanych bezbronnym więźniom. Po 1956 roku cenzura także działała. Nie przepuszczała wspomnień dotyczących opisu, że kapłani polscy – współwięźniowie byli naszymi moralnymi podporami podczas nieludzkich tortur i umierania więźniów. Nawet ,,Głosowi Wolsztyńskiemu” trudno było przepuścić oznaczenie ks. przed nazwiskiem kapłana.

Dziś uzupełniam tę lukę. Z naszej parafii przebywali w obozach księża Władysław Majchrzycki, Antoni Szwarz, Leciejewski, Wolniak, a z najbliższego sąsiedztwa Szczepan Całujek – superior Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej w Obrze, którego zapytałem, gdy wspólnie w obozie nosiliśmy kamienne głazy: co Ojciec Doktor sądzi o tych głoszonych nadziejach, że Święto Niepokalanej przyniesie nam zmianę naszych cierpień? Odpowiedział mi: ,,ja wierzę, że Niepokalana przyniesie nam łaskę nowych cierpień”.

Oto fragment wspomnień obozowych pana Floriana Antkowiaka, publikowanych w maju 1991 roku w ,,Głosie Wolsztyńskim” (5/6 1991(.

,,Z powodu zbliżającej się Armii Radzieckiej pędzono nas około 2000 osób, w nieznanym kierunku. Ten marsz śmierci trwał około 10 dni. Codziennie maszerowaliśmy 10 godzin po 20 km.
Nasza trasa wynosiła 200 km. Każdego, kto osłabł, SS-mani wyciągali z szeregu i zabijali z pistoletu.

Prowadzili nas grupami – po stu więźniów i już pierwszego dnia z mojej grupy został na skutek osłabienia zastrzelony kolega Marian Michalski z Poznania.
Wydali nam na 3 dni po obozowej porcji chleba 250 gramów, którą przeważnie zgłodniali zjadali już pierwszego dnia. W czasie tego marszu morderczego jeść nam w ogóle nie dawali. Byliśmy tak wygłodzeni i wyczerpani, że po drodze zjadaliśmy wszelką trawę, pokrzywy oraz ślimaki, żaby. Mijaliśmy kopce z ziemniakami. Kilku zgłodniałych rzuciło się do nich. Zostali natychmiast zastrzeleni. Piliśmy po drodze wodę z przydrożnych ścieków deszczowych.
Największą udręką, oprócz głodu, był kilkudniowy deszcz. Cofająca się armia Wehrmachtu znajdowała drogę o twardej nawierzchni, a nas spędzono po poboczach przez wzniesienia i pagórki. Nocowaliśmy pod gołym niebem na polu i podmokłych łąkach. Jak ktoś nie był już zdolny o własnych siłach wstać i dalej maszerować, był przez SS-manów zabijany. Kiedy byliśmy już zupełnie wyczerpani, po 10 dniach tej męki dobiliśmy do celu podróży – Mauthausen. Dotarło nas zaledwie kilkuset – około 300 więźniów. W tym czasie z licznych pod obozów do centrali – obozu Mauthausen podążały liczne orszaki śmierci. Obóz był przeludniony i pozbawiony żywności. Dla porównania dodam, że z obozu Dachau z transportu w liczbie 4800 więźniów przybyło tylko 180, reszta zginęła po drodze z głodu. Numery obozowe pana Floriana: Dachau nr 10 882, Gusen nr 5929, Mauthausen (Wiener – Neudorf ( nr 33654(.
Historia, którą na naszych łamach przedstawił pan Florian Antkowiak i wiele innych wspomnień także przeczytanych w książkach o tematyce II wojny światowej, skłoniła mnie, by wraz z mężem zobaczyć także niemiecki obóz koncentracyjny w Dachau i Mauthausen.
Przy okazji przypominam, że w PRL-u wyjazd indywidualny do państw zachodnich był niemożliwy albo bardzo utrudniony. Dopiero po 1989 roku można było podróżować.

Anna Domagalska

Pan Florian Antkowiak z synem Jerzym w Wolsztynie

PS. Syn pana Floriana Antkowiaka, pan Jerzy, znany projektant mody, niedawno gościł w Wolsztynie. Spotkanie relacjonowaliśmy.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Poprzedni

Grad Prix Wielkopolski w pływaniu długodystansowym wróciło do Wolsztyna

Następny

Ogłoszenie

Ostatnie z

Niezwykłe zjawisko

W niedzielę, o godzinie 7: 35, mieszkańcy Bucza, po wyjściu z kościoła w Przemęcie, zauważyli niezwykłe