Moi pra pradziadkowie walczyli w powstaniu

/
19 mins read

„Świadomość własnej przeszłości pomaga nam włączyć się w długi szereg pokoleń, by przekazać następnym wspólne dobro – Ojczyznę.”
                                                                                              Jan Paweł II

         Gdy w listopadzie 1918 ucichły strzały na frontach I wojny światowej, okazało się, że klęskę poniosły trzy państwa zaborcze. Dało to Polakom nadzieję na odrodzenie Rzeczypospolitej. Jednak Wielkopolanie przeżywali zawód. Spodziewali się, że po klęsce Niemiec polskie ziemie zachodnie powrócą do macierzy.
W wyniku podpisania 11 listopada rozejmu w Compiegne Wielkopolska miała pozostać nadal we władaniu niemieckim.  Jednak Wielkopolanie nie załamali rąk. Jeszcze na długo przed wybuchem powstania drogą pokojową rozpoczęli walkę z zaborcą zakładając konkurencyjne polskie organizacje gospodarcze i towarzystwa kulturalne, różne bractwa przy kościołach, które były ostoją polskości. Była Straż  Ludowa oraz Służba Straży i Bezpieczeństwa, grupy skautowe, sokole grupy bojowe ponadto zdemobilizowani z armii niemieckiej żołnierze, którzy wchodzili w skład tajnych organizacji militarnych. Zwiastunem oczekiwanej niepodległości był wybuch powstania w Poznaniu 27 grudnia 1918 r., które potem rozprzestrzeniło się na całą Wielkopolskę.

         O powstańczych korzeniach moich prapradziadków dowiedziałam się od moich dziadków. Dziadek babci – Jan Kozłowski urodził się w Wilkowie Polskim 9 lutego 1894 roku w rodzinie rolników Teodora i Franciszki z d. Waszyk. Miał on 5 braci: Władysława, Antoniego, Józefa, Lucjana i Gracjana oraz 2 siostry Teodozję i Walentynę. Tak liczna rodzinnie nie była wyjątkiem, gdyż w Wilkowie takich rodzin było bardzo dużo. We wsi była 4- klasowa powszechna szkoła. Tę szkołę ukończył dziadek Jan, a potem zawodu cieśli uczył się u Niemca w Śmiglu. Tam też był zatrudniony jako czeladnik. Kiedy wybuchła I wojna światowa, został wcielony do wojska niemieckiego i skierowany na front zachodni. Wraz z nim wcielono do wojska 2 braci Józefa i Lucjana. Wskutek odniesionych ran, już po powrocie z wojny zmarł Lucjan, a po nim Józef. Prapradziadek Jan wrócił do rodziny w grudniu kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia. Choć w owym czasie nie było telefonów, internetu, radia, a nawet prądu, to jednak wieści o wybuchu Powstania szybko się rozniosły.

         Prawie w każdej rodzinie było kilku chłopaków, którzy rwali się do rozprawy ze znienawidzonym Prusakiem. Ze wspomnień dziadka wynika, że po części broni nie było, czasem wystarczył kołek
z płotu,czy łopata. Broń trzeba było zdobywać. 4 stycznia 1919r. dziadek Jan zgłosił się jako ochotnik do drużyny powstańczej w Wilkowie Polskim, z którą dołączył do kompani wielichowskiej, dowodzonej przez ppor Kazimierza Szcześniaka. Drużyna z Wilkowa liczyła 121 członków. Tego samego dnia pociągiem wyruszyli w kierunku Wolsztyna. Tym samym pociągiem jechali powstańcy  z Rakoniewic. Wszystko możliwe, że prapradziadek Jan spotkał mojego drugiego prapradziadka Edmunda Napieralskiego, który mieszkał w Łąkiem Starym i jako ochotnik zgłosił się do kompani rakoniewickiej. Obie kompanie wielichowska i rakoniewicka brały udział w walkach o wyzwolenie Wolsztyna 5 stycznia tr.

         Po wyzwoleniu Wolsztyna dziadek Jan ze swoją kompanią wziął udział w walkach o Kargowę, Kopanicę, Babimost i Grójec Wielki.
W bitwie o Kopanicę powstańcy wykazali się wielkim bohaterstwem i ogromnym poświęceniem. Pomimo wielokrotnej przewagi nieprzyjaciela nie odpuścili. Główna siła powstańcza w Kargowej, poniosła duże straty. Ośmiu powstańców poległo, nie udało się ich zabrać. Zostali przez Niemców zakopani na cmentarzu w dole bez trumien. Dopiero w 1928 roku ekshumowano ich ciała i pochowano
na cmentarzu w Wielichowie.

         W bitwie o Kopanicę dziadek Jan został ranny w rękę. 15 marca 1919 roku został żołnierzem 7 pułku Strzelców Wielkopolskich (poen. 61 Pułk Piechoty Wielkopolskiej). W styczniu i lutym 1920 r. uczestniczył w wyzwoleniu Chodzieży i Wyrzyska. Z początkiem marca wyjechał ze swoim pułkiem na front wschodni, na wojnę polsko-bolszewicką, dochodząc aż do Kijowa. Cofając się przed nawałnicą wojsk bolszewickich, wziął udział w obronie Warszawy w bitwie zwanej „Cudem nad Wisłą”. Po zakończeniu działań wojennych dotarł ze swoim pułkiem do miejsca stałego pobytu w Gnieźnie. Zdemobilizowany, w stopniu starszego sierżanta, wrócił do rodziny w Wilkowie Polskim, a rok później ożenił się i zamieszkał w Buczu Nowym .

         Wspólnie z żoną Józefą prowadził gospodarstwo rolne. Dorywczo dorabiał jako cieśla. Z chwilą wybuchu wojny z rodziną został wysiedlony. Po roku wyjechał do Francji w poszukiwaniu pracy. Przez dwa lata pracował w kopalni węgla kamiennego. Wrócił do kraju, a po wybuchu II wojny światowej otrzymał nakaz pracy u Niemca w zakładzie stolarskim w Śmiglu. Synowie Mieczysław, Władysław i córka Maria również służyli w gospodarstwach u Niemców. Dokumenty, które posiadał prapradziadek Jan, synowie postanowili schować i po zabezpieczeniu zamurowali je w murze stodoły. Za udział w Powstaniu groziły represje od Niemców, a za udział w walkach na wschodzie represje od Rosjan. Po wyzwoleniu Jan wrócił do gospodarstwa w Buczu Nowym.

         Pradziadek Władysław opowiadał, że dzieci powstańców też nie miały łatwo. Nie chciano ich zatrudniać, dlatego dziadek musiał wyjechać do pracy w kopalni. Pod koniec lat 50-tych  zaczęto trochę inaczej patrzeć na weteranów Powstania Wielkopolskiego. Od roku 1971  wszyscy powstańcy byli mianowani na pierwszy stopień oficerski – podporucznika – w tym mój prapradziadek odznaczony został także Medalem Niepodległości. W 1974 r. dziadek Jan został odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Niełatwo było go nakłonić do zwierzeń  z obawy o bezpieczeństwo swoje i bliskich .Wnuczce Alinie (a mojej babci) na liczne pytania często odpowiadał – lepiej żebyś nie wiedziała. Prapradziadek Jan zmarł 20 grudnia 1974 r. Został pochowany na cmentarzu parafialnym w Buczu.

15 listopada 2014r. przed budynkiem Zespołu Szkół w Buczu odbyła się uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej z wykazem mieszkańców, którzy uczestniczyli, Powstaniu Wielkopolskim, wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r. i poległych oraz zaginionych w II wojnie światowej. Tablicę odsłoniła moja babcia (wnuczka powstańca) Alina Napieralska.

25 listopada 2016r.  na cmentarzu w Buczu odbyła się uroczystość znakowania grobów powstańczych medalem pamiątkowym „Powstaniec Wielkopolski”. Taki medal został również  przymocowany na nagrobku mojego prapradziadka Jana Kozłowskiego.

         Mój drugi prapradziadek Edmund Napieralski urodził się 21.07.1896 roku w Łąkiem Starym pow. Wolsztyn jako syn Franciszka i Ksawery. Szkołę Podstawową ukończył w Łąkiem Starym. Następnie uczył się zawodu piekarza. W czasie I wojny światowej został wcielony do armii niemieckiej. Z chwilą wybuchu Powstania Wielkopolskiego zgłosił się wraz braćmi (Bolesławem, Stefanem i Franciszkiem), jako ochotnik do kompanii rakoniewickiej.

2 stycznia 1919 r. do Grodziska przybył por. Kazimierz Zenkteler mianowany przez Dowództwo Główne Komendantem V Okręgu Wojskowego. Z jego inicjatywy podjęto decyzję o przygotowaniu ataku na Rakoniewice. 40-osobowy oddział, którym dowodził Stanisław Siuda 3 stycznia wyruszył w kierunku Rakoniewic.
W czasie przemarszu do oddziału dołączali kolejni ochotnicy z okolicznych wsi. Oddział Siudy po opanowaniu Rakoniewic, wydatnie się wzmocnił. Stan oddziału wzrósł do 400 osób, jednak uzbrojenie mieli mizerne – jeden ciężki karabin maszynowy dwa lekkie, kilka karabinów ręcznych. W większości Powstańcy uzbrojeni byli w broń myśliwską, widły i siekiery. 4 stycznia  nastąpił zmasowany atak oddziałów niemieckich na pozycje powstańcze w Rakoniewicach. Początkowo Niemcy wyposażeni  w karabiny maszynowe osiągali pewne sukcesy i doszli do granic miasta. Brawurowy kontratak powstańców odrzucił wojska niemieckie, a oddziały powstańcze ścigały Niemców przez kilka kilometrów. Sukces rakoniewicki podbudował morale powstańców, a przybyły por Zenkteler postanowił to wykorzystać i uderzyć na Wolsztyn.  

5 stycznia powstańcy wkroczyli do Wolsztyna wśród nich był  prapradziadek Edmund Napieralski. 11 stycznia  prapradziadek Edmund wziął udział w walkach o wyzwolenie Babimostu, a 12 lutego walczył w obronie miasta. Po wycofaniu się kompanii powstańczych z Babimostu, 15 lutego uczestniczył w bitwie o Wielki Grójec. Podczas reorganizacji kompanii powstańczych został żołnierzem 2 pułku Strzelców Wielkopolskich. 10 maja  1919 roku został wcielony do 56 pp. i brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej do 1 lutego 1920 roku. W dniu 24 grudnia 1919 Edmund został mianowany na stopień starszego szeregowego, natomiast 28 marca 1923 roku przeniesiono go rezerwy. W okresie międzywojennym pracował jako piekarz i zajmował się handlem.
Z chwilą wybuchu II wojny opuścił rodzinę w Rakoniewicach i za radą znajomych, dla bezpieczeństwa najbliższych, podjął pracę w piekarni Niemca w Ołoboku. Jednak pomimo tego gestapo aresztowało go i z piekarni przewieziony został do Poznania. Był przesłuchiwany i torturowany. Po zakończeniu śledztwa dostał rozkaz natychmiastowego powrotu do piekarni w Ołoboku. Nigdy i nikomu nie zwierzył się z tego, co przeżył w więzieniu gestapowskim.
Represje nie ominęły również rodziny. Dzieci wysiedlono do różnych miejscowości, do pracy u Niemców. Najmłodsza córka została w domu pod opieką matki. Pewnego dnia pięcio-letnia Krysia znalazła mundur powstańczy swojego ojca i ubrawszy czapkę wyszła z domu paradując po Rakoniewicach. Po tym incydencie mundur wraz z czapką został spalony. Po zakończeniu wojny w 1945 roku prapradziadek Edmund powrócił do Rakoniewic, zabrał rodzinę i osiedlił się w Trzebiechowie/k Sulechowa. Aktem nadania nr 3402  Powiatowej Komisji Osadnictwa Rolnego ze Świebodzina otrzymał gospodarstwo rolne obejmujące: dom, grunty rolne i inwentarz  martwy. Edmund pracował w gospodarstwie i wraz z synami prowadził piekarnię. W 1958 został odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. W 1951 otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi. Zmarł 21 kwietnia 1971 roku. Został pochowany na cmentarzu w Sulechowie.

Historia moich dziadków jest dla mnie nie do pojęcia. Tamte wydarzenia od teraźniejszości dzieli ponad 100 lat i wszystko wydaje się jakby obce. Wojna? Powstanie? Przez to stulecie zwiędły pewne korzenie odpowiedzialne za przesył tamtych emocji, zmagań, zrozumienie tamtejszej mentalności. Na ten moment mogę powiedzieć, że nie wiem jak to się stało, że tak młodzi ludzie znaleźli w sobie ogromne pokłady odwagi i miłości do ojczyzny. Jest to dla mnie niewyobrażalne i wychodzi poza sferę mojego umysłu. Drodzy Dziadkowie, mimo tego, że nie rozumiem – i chyba chcielibyście, żebym nigdy nie zrozumiała – jestem Wam wdzięczna i z całego serca dziękuję za poświęcenie oraz determinację. Za to, że gdzieś
w wichrach walki straciliście swą młodość dla dobra nie tylko ogółu, ale także następnych pokoleń. Za to, że złożyliście swoje mniejsze potrzeby na ołtarzu miłości dla ojczyzny. Za to, że mimo trudu, znoju, płaczu i strachu nie poddaliście się i zachowaliście resztki ludzkości i braterstwa.

Dziękuję Pra pradziadkowie, że tak Polskę ukochaliście i daliście mi szansę na lepsze życie niż Wasze.

Literatura:

– Pamięć i tradycja Powstania Wielkopolskiego- Jan Mielżyński,

– Słownik Biograficzny Powstańców Wielkopolskich Ziemi Wielichowskiej,

– Roczniki Powstaniec Wielkopolski,

– Powstańcy Wielkopolscy Ziemi Przemęckiej – Antoni Fornalski,

,,Głos Wolsztyński”:

Pro Memoria Powstańcy Wielkopolscy 1918/1919 Ziemi Przemęckiej – Antoni Fornalski

Artykuły naukowe – St. Siuda, J .Benyskiewicz

Informacje i pamiątki rodzinne – wnuczki (mojej babci Aliny Kozłowskiej Napieralskiej) i wnuka (mojego dziadka ) Marka Napieralskiego.

Chwała i cześć Bohaterom!

Zuzanna Napieralska

(I klasa Liceum Ogólnokształcącego)

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni

Zmiany w dyżurach w zakresie Polskiego Ładu w urzędach skarbowych

Następny

Laboratoria Przyszłości – największa inwestycja w nowoczesną edukację w historii staje się faktem

Ostatnie z

Nasze Mamy

Dziś Dzień Matki. Wspominamy nasze Mamy, które odeszły, odwiedzamy te nadal nam towarzyszące. Pani Ewa: Najmilsze

Akcja Kredka…

Przez cały maj we filiach Biblioteki Publicznej Miasta i Gminy Wolsztyn – w Obrze i Starym

Pod lipą

Pod taką pewnie lipa zasiadał Jan Kochanowski i zapraszał swoich gości. Dla tej lipy warto pojechać

0 0.00