Dziś Dzień Dziadka

/
4 mins read

Mój dziadek

Dziadek, Leon Ratajczak, był bardzo ważną osobą w moim życiu. Zawsze można było na niego liczyć.

Jako mały chłopak uwielbiałem z nim jeździć na ryby. Takich, jak on, można zawsze stawiać za przykład do naśladowania. Dorastał w okresie wojennym i wydaje mi się, że to miało duży wpływ na jego samodyscyplinę.

Już nie ma go wśród nas, ale w moim sercu zawsze pozostanie wzorem do naśladowania. Bardzo za nim tęsknię, a także za jego dobrymi radami, jak i również za nieraz negowaniem moich decyzji życiowych. Teraz dopiero dostrzegam, że zawsze chciał dla mnie jak najlepiej, tylko ja, jako młody chłopak postrzegałem to w całkiem inny sposób. Jestem dumny, że jestem jego wnukiem i mam wpływ na to, że nasze nazwisko nie zginie.

Michał Ratajczak

Pan Michał Ratajczak przysłał wiele ciekawych publikacji o swoim dziadku, Leonie Ratajczaku, znanym sportowcu, pochodzącym z Niałka Wielkiego (powiat wolsztyński), a także fragmenty jego pamiętnika.

W relacji prasowej z I Ogólnopolskiej Spartakiady w 1951 roku autor artykułu przyznał, że nie dawano szans grupie lekkoatletycznej LZS. ,,Na starcie 100-metrówki” stanął nikomu nieznany Leon Ratajczak LZS Niałek Wielki, z powiatu wolsztyńskiego. Cóż znaczyło nazwisko Ratajczaka wobec głośnych wówczas nazwisk sprinterów – Kiszki, Stawczyka, Buhla i wielu innych”. Leon Ratajczak przeszedł eliminacje (…) W półfinale ,,nieznany Ratajczak jest w szóstce najlepszych sprinterów. Gazety sportowe rozpisują się o chłopcu z Wielkopolski (…) Wprawdzie Leon w finale nie znalazł się w pierwszej trójce, ale przegrał minimalnie, zajmując czwarte miejsce. Prowadził przez pierwszą część dystansu, dał się wyprzedzić tuż na samej taśmie”.

W swoim pamiętniku pan Leon Ratajczak napisał o licznej grupie zapaleńców sportowych w swojej wsi. Zarówno chłopcy, jak i dziewczęta skakali wzwyż, biegali. Organizowali zawody. ,,Okres ten trwał aż do wybuchu II wojny światowej. Miałem wtedy 14 lat, ukończyłem właśnie szkołę powszechną. Mimo dużych chęci kontynuowania sportu, okres wojenny przeszkodził mnie w tych zamiarach. Jednak od czasu do czasu chodziliśmy z niewielką już grupą młodzieży na stadion sportowy, który przylegał do naszej wsi. Pamiętam, że przypadkiem, w czasie okupacji znalazłem się na owym stadionie, gdzie rozgrywane były zawody lekkoatletyczne młodzieży niemieckiej. Z daleka, zza parkanu, obserwowałem te zawody i usłyszałem wynik najlepszego zawodnika w skoku w dal, którego wynik wynosił 5,82 metry. Czułem we własnych nogach, że gdybym znalazł się na skoczni, to uzyskałbym na pewno lepszy wynik. Niestety, jednak jako Polak nie miałem prawa brać udziału w zawodach, a jedynie mogłem się przyglądać zza parkanu…

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni

Babcie z naszych wspomnień

Następny

24 stycznia na kwarantannie w powiecie wolsztyńskim przebywało – 436 osób, a w izolacji 201.

Ostatnie z

W archiwum ,,Głosu Wolsztyńskiego” przechowujemy ulotkę z 2000 roku, informującą o traktowaniu kościołów w Unii Europejskiej.

0 0.00