Wspominamy Stefana Bratkowskiego, ojca prasy lokalnej

8 mins read

18 kwietnia br. zmarł redaktor Stefan Bratkowski znany publicysta, honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
12 maja 1995 roku na zaproszenie redakcji „Głosu Wolsztyńskiego” pan Stefan Bratkowski przyjechał do Wolsztyna, gdzie spotkał się z przedstawicielami spółdzielni, banków, zakładów pracy i spółek.

Stefan Bratkowski (pierwszy z prawej) podczas spotkania w Wolsztynie w 1995 roku.
Rozmawia z Krzysztofem Piaskiem, Januszem Pawliczakiem i Janem Koziołkiem

Uczestniczył w nim  także ówczesny burmistrz Jan Koziołek oraz przewodniczący Rady Ryszard Kurp.

Stefan Bratkowski jest nazywany ojcem prasy lokalnej. Już od 1989 roku zachęcał do zakładania gazet lokalnych. Nasza redakcja uczestniczyła w wielu spotkaniach z panem Bratkowskim. Był on także jurorem konkursów prasy lokalnej, w których braliśmy udział i otrzymywaliśmy nagrody.

Bardzo pochlebne opinie o naszym piśmie pan Stefan Bratkowski wyrażał m.in. na łamach „Rzeczpospolitej”.

Stefan Bratkowski w swoich książkach „Skąd przychodzimy” i „Nie tak samo pod tę górę” podkreślał zasługi Wielkopolan.

Oto fragmenty relacji ze spotkania.

Film „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy” do którego napisał scenariusz  miał być filmem stanowiącym swego rodzaju instruktaż. Tymczasem okazało się, że walka z niewiedzą społeczeństwa nie jest wcale taka prosta.

Przez 50-lat wymazywano nam wiedzę z pamięci i co robić. Brakuje nam dziś wiadomości które mieli nasi ojcowie i dziadowie – mówił na spotkaniu pan Stefan Bratkowski.

Trzeba czasu, by przede wszystkim polskiej wsi przekazać wiedzę jej przodków. Tą samą niewiedzą charakteryzowali się autorzy przewrotu w 1956 roku. Mieli program na „nie”, lecz nie wiedzieli, co dalej robić. Brakowało im  programu na „tak”. Już oni byli pokoleniem z wydartą z mózgu pamięcią. Tak samo stało się w 1989 roku. Brak i dzisiaj tym, którzy zarządzają i kierują takiego przygotowania. Istniejące bariery psychologiczne i niewiedza wcale nie jest zawiniona przez nich. W efekcie brakuje nam pracy dla przyszłości.

Stefan Bratkowski mówił także jak powinno wyglądać nasze normalne życie, a przede wszystkim  wspomniał o głównym jego celu, ponieważ kilka procent budżetu państwa to koszty transferu pieniędzy. Podatki powinny być przyjmowane przez gminy, gdyż daje im to szansę rozwoju. To, co jest na skale państwa, powinno być załatwione przez państwo, ale pieniądze na społeczności lokalne nie powinny krążyć tam i z powrotem. Inną sprawą są ubezpieczenia dzieci. Pieniądze zamiast pozostawać w szkołach trafiają na utrzymanie przedsiębiorstw ubezpieczeniowych. W skali kraju to olbrzymia kwota. Inna kwestia to niezreformowane do dziś banki spółdzielcze. Dlatego też stoimy wobec groźby następnych katastrof i pieniądze lokalne nie są już bezpieczne. Przewagą tych banków było to, że kredyt mogli dostać tylko członkowie Banków Spółdzielczych. Jednocześnie unicestwiono w kraju ruch oszczędnościowy i ubankowiono PKO. W efekcie zniknęły lokalne kasy oszczędności, przede wszystkim dla tych drobnych pieniędzy, których dziś nikt nie zbiera. Niezamożne społeczeństwo (60% społeczności) z drobnych sum uskładało by potężną kwotę (…)

Absurdy w naszym kraju są na każdym kroku. Jednym z nich są ceny takie same jak na Zachodzie, a płace pracowników niewspółmiernie niskie. Koszty naszego życia są przez to zawyżone. 50 procent dochodów polskiej wsi jest przechwytywane przez pośredników. Kiedyś spółdzielnia mleczarska była spółdzielnią producentów mleka, a dziś z ceny detalicznej mleka tylko 20% trafia do producenta. 20% to marża, a 60% trafia do rąk pośredników. Polscy chłopi nie potrafią się zorganizować, by skończyć wyzyskiwanie ich przeciwników.

Pan Stefan Bratkowski podziękował wolsztynianom za to, co już przez kilka lat zrobili po trasformacji ustrojowej w swojej małej ojczyźnie.

Dla naszej redakcji to była szczególna wizyta związana z podsumowaniem pięciu lat istnienia „Głosu Wolsztyńskiego”.

W swojej przygotowanej nowej wersji książki pt. „Nie tak stromo pod tę górę” umieścił rozdział „Najkrótszy poradnik redagowania gazet lokalnych”. Szczególnie zwróciliśmy uwagę na podrozdział zatytułowany „Gdy dobra wiadomość staje się tylko złą wiadomością”.

Są gazety,  które żyją wyłącznie tylko ze złych wiadomości (z reguły z tych, które zwalczają). Gdy w normalnej gazecie przewagę sensacyjności zdobywają wiadomości złe, sygnalizuje to, że w kręgu dziennikarzy i redaktorów danej gazety, radia czy telewizji za mało jest profesjonałów. Sukces jest również atrakcyjnym tematem  – jeśli opowiada się o przygodach pokonywania przeszkód i przeciwności na drodze do sukcesu. Ponieważ prawdziwy sukces nigdy nie polega na przypadkowej wygranej w totka. Jest owocem długiego a czasem pasjonującego meczu z losem. Niedostateczne kwalifikacje zawodowe mogą być problemem moralnym, zwłaszcza w kraju, w którym społeczeństwu trzeba zaszczepić wiarę w siebie, zaradność i nadzieję. Nic tak nie skutkuje w wierze, jak przykład tych, którym coś się udało.

Słowa Stefana Bratkowskiego jakże i dziś są aktualne, ponieważ prasa stara się bazować na sensacyjności a nie budzić nadzieję i ukazywać to, co dobre.

Anna Domagalska

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni

Ważne zmiany w przepisach ruchu drogowego

Następny

Ksiądz Marcin – katecheta, muzyk, twórca zespołu ,,Dilerzy Miłości”

Ostatnie z

Zawody latawcowe

Dziś, w niedzielę, na lądowisku w Powodowie odbyły się zawody latawcowe.

Piękna jest Polska

O tym, że Polska jest piękna nie trzeba przekonywać. Skończyło się lato, zostały wspomnienia z krajowych

0 0.00