Pożegnanie pani Marii Markowskiej

8 mins read

Wiadomość o śmierci pani Marii Markowskiej bardzo mnie zasmuciła. Zapisała się w mojej pamięci przede wszystkim jako obrończyni życia.


21 kwietnia Mszy Świętej żałobnej przewodniczył i kazanie wygłosił ks. kanonik Jan Polec, były proboszcz parafii św. Józefa Opiekuna Kościoła Świętego.
Ksiądz Jan, wspominając śp. Marię, powiedział, że to jej zawdzięczamy Fatimskie Nabożeństwa. Pani Maria czytała wiele książek religijnych, w których podkreślała ważne fragmenty i sugerowała księdzu proboszczowi wykorzystanie ich podczas nabożeństw fatimskich i kazań.
Mało mówiła, jak podkreślał ksiądz, ale zawsze z sensem. Była duchowo przygotowana na czas śmierci. Zawsze chciała odejść w Niedzielę Miłosierdzia, ale odeszła w Tygodniu Miłosierdzia.

Pani Maria urodziła się 10 stycznia 1958 roku w Niałku Wielkim. W Wolsztynie ukończyła Szkołę Podstawową nr 2 oraz Liceum Zawodowe. Pracowała w Banku Spółdzielczym, Zakładach Zbożowych oraz Telekomunikacji (Poczta Polska).
Wraz z mężem przeżyli wspólne 40 lat, wychowując trójkę dzieci. W 1989 roku ukończyła studia na Papieskim Wydziale Teologicznym w Poznaniu (w zakresie problematyki rodziny i małżeństwa).
W tym samym roku rozpoczęła prowadzenie poradni rodzinnej przy parafii farnej, a później przy parafii św. Józefa w Wolsztynie.
Pani Maria w całym swoim dorosłym życiu nieustannie pogłębiała wiedzę teologiczną, udzielała się w wielu stowarzyszeniach i organizacjach katolickich, m.in. Duszpasterstwie Rodzin. Nieustannie czytała książki o tematyce chrześcijańskiej, a przeczytane już przekazywała do kościoła, aby dzielić się nimi z parafianami w myśl zasady – przeczytaj i podaj dalej. Bardzo dużo czasu poświęcała na modlitwę w intencji bliźnich, a nie tylko najbliższych. Szczególnie leżał jej na sercu los dzieci nienarodzonych.
To z jej inicjatywy na wolsztyńskim cmentarzu na ul. Lipowej w Wolsztynie postawiono krzyż w intencji zbawienia wszystkich dzieci poczętych i nienarodzonych. Zawsze chętnie pomagała potrzebującym.
Pani Maria odeszła do Pana Boga 16 kwietnia po stoczonej walce z koronawirusem Covid-19.
Zmarła w okresie wzmożonej walki o życie poczętych i nienarodzonych dzieci.
W 1996 roku uczestniczyła w Warszawie, w Marszu Życia zorganizowanym przez Radio Maryja, Polską Federację Ruchu Obrony Życia i Duszpasterstwo Rodzin. Po tym wydarzeniu w „Głosie Wolsztyńskim” podzieliła się swoimi wrażeniam. Przypomina wypowiedź pani Marii:

,,O godz. 13.00, po Mszy św. odprawionej w Kościele pw. Wszystkich Świętych wyruszyliśmy do Sejmu. Ludzie płynęli jak rzeka, wzdłuż i wszerz warszawskich ulic. Nie mogłam z mojego miejsca dostrzec ani początku ani końca. Przed gmach Sejmu ostatni protestujący doszli około 18.00. Trasa, którą szli solidarni Polacy miała 4 km.
Z naszą wolsztyńską grupą dotarliśmy przed Sejm około godziny 17.00. Także wspólnie z ciemnoskórymi (choć nie tylko) siostrami ze Zgromadzenia Córek Miłości Bożej założonego przez Matkę Teresę z Kalkuty. Tu i ówdzie dochodziły mnie szepty młodych ludzi mówiących w języku angielskim i niemieckim. Idąc ulicami stolicy dostrzegałam wielki szacunek warszawiaków, wyrażany uczestnikom marszu. Witano nas też brawami. Z okien wysokich kamienic powiewały czerwono-białe flagi a samochody, które nas mijały, prawie wszystkie miały uchylone szyby (mimo przenikliwego wiatru i zimna).
Kierowcy w ten sposób pokazali, że solidaryzują się z rzeszą rodaków, których milczenie miało być bardziej wymowne niż krzyk. Wszak dzieci podczas dokonywanej aborcji stygną w niemym krzyku. Cieszyliśmy się z tak licznego udziału w proteście rodziców z malutkimi dziećmi, dziećmi w wieku szkolnym oraz licznego uczestnictwa młodzieży.
W marszu wzięły udział nawet całe szkoły z nauczycielami i studenci. To mnie napawało radością i optymizmem, że z taką młodzieżą Polska nie zginie.
W marszu czuliśmy się jak jedna wielka rodzina, w której panuje ogromna solidarność i troska o dobro narodu. Nie zabrakło i ludzi starszych. Uważam to za rzecz naturalnie normalną.
Pan profesor Bernard Natanson (ginekolog z USA) ostrzegał podczas swojej wizyty w Polsce (powołując się na doświadczenia Stanów Zjednoczonych i Holandii), że za aborcją wkroczy do nas eutanazja (zabijanie ludzi chorych, niepełnosprawnych, starych).
Ludzie starsi, świadomi swoich spraw, walczą już nie tylko o godne warunki bytu w jesieni życia, ale również o prawo do naturalnej śmierci. Każda kochająca matka, ojciec, babcia, dziadek intuicyjnie wyczuwają niebezpieczeństwo wynikające z zabijania dzieci w majestacie prawa.
Wszyscy uczestnicy marszu protestowali przeciw cywilizacji śmierci. Najbardziej dotknęła nas wiadomość (zasłyszana na dworcu centralnym w Warszawie), że telewizja podała zaniżone dane o liczbie uczestników marszu (35-50 tysięcy), a było nas faktycznie ponad 100 tysięcy.

Jak przyjęła pani wiadomość o odrzuceniu veta Senatu i przyjęcie przez Sejm ustawy o liberalizacji dopuszczalności aborcji?

– Jako matka trojga dzieci (w wieku od trzech do piętnastu lat) jestem przerażona aborcją w ogóle. Uważam, że są lepsze rozwiązania niż zabijanie bezbronnych dzieci.

Czy po raz drugi wzięłaby pani udział w takiej manifestacji?

– Nie tylko wezmę, ale jeszcze namówię innych, by protestowali. Pojedziemy całymi rodzinami. Mam nadzieję, że przyłączą się do nas i inni wolsztynianie odpowiedzialni za przyszłość polskiej rodziny i Polski.

Pani Mario, niech słowa wypowiedziane przez panią w 1996 roku po Marszu dla życia w Warszawie zabrzmią jeszcze raz.
Pani Mario, oręduj w niebie za nami, oręduj za dziećmi poczętymi, których życie jest zagrożone.

Anna Domagalska

Demonstracja w Warszawie w 1996 roku (z archiwum „Głosu”)

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni

Wolsztyński Dom Kultury przygotował atrakcję na Dni Ziemi Wolsztyńskiej

Następny

Leczeni nie tylko z powodu Covid-u 19

Ostatnie z

Zawody latawcowe

Dziś, w niedzielę, na lądowisku w Powodowie odbyły się zawody latawcowe.

Piękna jest Polska

O tym, że Polska jest piękna nie trzeba przekonywać. Skończyło się lato, zostały wspomnienia z krajowych

0 0.00