Stawia na Donalda Trumpa – o wyborach prezydenckich w USA

7 mins read
Tadeusz Horbowy

Pan Tadeusz Horbowy (absolwent wolsztyńskiego liceum) mieszkający na Florydzie, często odwiedza Wolsztyn. Rozmowy z nim publikowaliśmy także w naszym piśmie.
Od ponad miesiąca śledzę na Youtube wypowiedzi osób komentujących wybory w USA, które odbyły się 3 listopada 2020 roku.
Kontrowersyjne wypowiedzi skłoniły mnie do rozmowy (zdalnej) na ten temat właśnie z panem Tadeuszem.
Panie Tadeuszu, wybory prezydenckie przebiegają w Stanach Zjednoczonych zupełnie inaczej niż w Polsce. Przed poprzednimi wyborami prezydenckimi w USA w 2016 roku, był pan w Wolsztynie i zapewniał, że wygra Donald Trump. I miał pan rację. Obecnie kwestionuje się wyniki wyborów. Dopiero 6 stycznia ma się sprawa rozstrzygnąć, kto będzie prezydentem.
Niektórzy komentatorzy sugerują, że tego dnia nie będzie rozstrzygnięcia, ponieważ będą przedstawione dowody na ich sfałszowanie. Co pan na to?
– Wybory z 3 listopada 2020 roku były wyjątkowe w historii Stanów Zjednoczonych. Prezydent Donald Trump poinformował, że jeśli wybory nie byłyby sfałszowane, to by otrzymał 10 milionów głosów więcej niż kiedykolwiek w historii wyborów prezydenckich.
W Polsce o wyniku przesądza większość głosów. W USA jest inaczej, proszę wyjaśnić…
– W USA każdy Stan ma głosy elektorskie, co oznacza, że np. Kalifornia ma 60 głosów, a Pensylwania – 22. W każdym stanie są gminy (Districk) i potem te głosy są zliczane według ustalonych w Konstytucji praw.
Nie decyduje większość głosów, bo to byłoby niesprawiedliwe i dobrze, że tak jest, ponieważ ustalono to w czasach, kiedy powstawały Stany Zjednoczone (4 lipca 1776). Na przykład Kalifornia, Nowy York i większe miasta mają zdecydowanie więcej ludności (tu przewagę ma Partia Demokratyczna) i tylko cztery Stany zdecydowałyby, kto będzie prezydentem, a mniejsze Stany, co mają po dwa, trzy miliony mieszkańców (przeważnie zwolenników Partii Republikańskiej), w ogóle by się nie liczyły. Prezydent, by wygrać wybory, potrzebuje 270 elektorskich głosów.
Gdyby te wybory były liczone prawidłowo, to Donald Trump uzyskałby 314 głosów elektorskich. W 2547 gminach głosowano na obecnego prezydenta.
Tymczasem dochodziły do nas informacje, że to Joe Biden otrzymał ponad 300 głosów elektorskich.
– Lewica już od samego początku planowała sfałszować wybory. Cztery lata temu sfałszowała wybory w Wenezueli poprzez program komputerowy Dominion. Myśleli, że im się to uda w Stanach Zjednoczonych.
Czy są dowody na to, że dokonano podobnego fałszerstwa? 
– Wszystko się wydało i Donald Trump to ogłosił. A przy tym wyszło, kto jest kim, ponieważ wielu republikanów też było przepłaconych przez Georga Sorosa. Aż 33 miliardy dolarów dał na Partię Demokratyczną, która wspiera aborcję.
Jak się okazuje, 6 stycznia będą ponownie liczyć głosy elektorskie. I tak np. w Georgii, w której wygrał Trump, zwycięzcą ogłosili Joe Bidena, który otrzymał wiele fałszywych głosów. Będzie więc obiekcja (od red. zastrzeżenie lub wątpliwość w stosunku do czegoś)
O zgłoszeniu obiekcji poinformowali już niektórzy senatorowie.
– I będą się sprzeczać i udowadniać. Każdy stan i senatorowie będą głosować i co daj Boże, wybiorą Trumpa, a wtedy będziemy szczęśliwi.
Na przykład stan Georgia ma nagrane na taśmie dowody, że głosowały osoby zmarłe, głosy były potrójnie liczone na Joe Bidena. Są także są świadkowie, którzy w Sądzie zeznawali o fałszerstwach ze strony zwolenników Bidena.
Byłbym więc zdziwiony i rozczarowany, gdybyśmy nie mieli jutro wybrać naszego prezydenta.
Wszystko teraz zależy od wiceprezydenta Michaela Penca, ponieważ jest przewodniczącym Senatu i ma władzę przyjąć albo odrzucić głosy elektorskie z poszczególnych Stanów.
Z doniesień komentatorów wynika, że rozstrzygnięcie nie nastąpi 6 stycznia.
– A jak jedni i drudzy się nie zgodzą, to wtedy może dojść do przeliczenia głosów, które będzie trwało do 20 stycznia. My na Florydzie mamy dobrego gubernatora Desanti, który wspiera prezydenta Trumpa. Dzisiaj prezydent Trump ogłosił, że się nie podda.
Modlimy się, bo demokraci chcą zalegalizować aborcje całkowicie, aż do momentu narodzin dziecka, a masoni republikańscy, chcą zamieszania, bo zarobią na tym miliony.
Snuje pan niepokojącą wizję…
– Mam nadzieję prezydentem będzie ogłoszony Donald Trump i byłoby dobrze, gdyby to się stało 6 stycznia, koło północy. Niemcy, Chiny, Iran i Demokraci chcą dla Ameryki socjalizmu, bo na tym oni najwięcej zarabiają.
Podobno kandydatką Joe Bidena na stanowisko wiceprezydenta USA jest marksistka Kamala Harris.
– Tak, Kamala Harris wielka marksistka przepłacona przez Sorosa. Demokraci ją szykują na prezydenta. Jest za aborcją, nawet w czasie porodu, Bez prezydenta Trumpa nie będzie pokoju na świecie.
Jestem ciekawa, czy i tym razem przewidywania pana się sprawdzą.
Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiała
Anna Domagalska

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni

Był kurierem w „Solidarności Walczącej”

Następny

Bez osłonek

Ostatnie z

Skopana impreza

Tak organizatorzy nazwali przygotowane z wielkim rozmachem wykopki  ziemniaków w Kluczewie. W niedzielę , 26 września na

Zawody latawcowe

Dziś, w niedzielę, na lądowisku w Powodowie odbyły się zawody latawcowe.

Piękna jest Polska

O tym, że Polska jest piękna nie trzeba przekonywać. Skończyło się lato, zostały wspomnienia z krajowych

0 0.00