Bez osłonek

4 mins read

Na początku roku powinnam podsumować miniony 2020 rok. Jednakże w ostatnich tygodniach moją uwagę przyciągnął ranny łabędź na Jeziorze Wolsztyńskim. Łabędzie wpisały się w krajobraz naszego jeziora. Te wdzięczne ptaki, z którymi dzieci zapoznają się w baśni Andersena „Brzydkie kaczątko”, wzbudzały zawsze sympatię.
W okresie świątecznym zadzwoniła do mnie wolsztynianka (prosząca o niepodawanie nazwiska), skarżąca się, że interweniowała bezskutecznie u burmistrza i straży pożarnej. Nikt łabędziowi zaplątanemu w żyłkę wędkarską nie chciał pomóc.
Całą sprawę przedstawialiśmy na Facebooku i stronie internetowej.
Pani Barbara Bajon (była radna Rady Miejskiej w Wolsztynie) na Facebooku tak skomentowała całą sytuację: Proszę to zgłosić strażakom, trzeba do nich po prostu zadzwonić. W zeszłym roku, wiosną tak samo było z łabędziem na Jeziorze Świętym. Członkowie PZW zadzwonili do Straży Powiatowej, a ci od razu przekazali sprawę OSP w Obrze. Strażacy od razu przystąpili do działania i rozpętali łabędzia z tych żyłek. W końcu w Wolsztynie ludzie też chyba mają telefony, prawda?
Dzięki pani Barbarze pomyślałam o Ochotniczej Straży Pożarnej. Przypomniałam sobie, że były burmistrz Andrzej Rogozinski działał w tej organizacji.
Zadzwoniłam do niego. Poprosił o pomoc byłego komendanta Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Wolsztynie. Zadzwonił do mnie starszy aspirant z KP PSP, któremu przedstawiłam sprawę, argumentując konieczność pomocy łabędziowi. Tym razem był odzew. Tego samego dnia, 8 stycznia strażacy uwolnili ptaka (relacja filmowa na Facebooku i stronie internetowej).
Wolsztynianka, którą poinformowaliśmy o tej akcji, odetchnęła z ulgą. Nadal jednak obserwowała ptaka, przychodząc niemal codziennie nad jezioro. Zauważyła, że łabędź nadal nie podnosi nogi, która prawdopodobnie będąc zaplątaną w żyłkę zesztywniała. Tak sugerowała wolsztynianka. Ma obawy, że ten łabędź nie przeżyje.
Obawy podzieliła jej znajoma, która twierdziła, że łabędzia schwytanego przez strażaków, powinien obejrzeć weterynarz.
I pewnie znów odezwie się jakiś internauta. Jeden z nich napisał na Facebooku, że troszczymy się o łabędzia, gdy tymczasem wybija się indyki.
W numerze 19(658) – listopad 2020 pisaliśmy, że 24 listopada na fermie we Wroniawach potwierdzono pierwsze w Wielkopolsce, tej jesieni ognisko ptasiej grypy (H5N8). Podjęto decyzję, że liczące ponad 930 tys. kur niosek stado z hodowli zostanie wybite.
Indyki wybito też z tego powodu.
Współczujemy hodowcom, którzy stracili swoje stada.
Jeśli ktoś jest wrażliwy, to nie przechodzi obojętnie obok rannego ptaka czy zwierzęcia. I taką wrażliwość wykazała wspomniana przeze mnie wolsztynianka.

Anna Domagalska

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

Poprzedni

Ratowanie Łabędzia

Następny

Odstawić od ucha…

Ostatnie z

0 0.00